O różnych podejściach do tematyki

Tematyczna strona gier planszowych jest zabawną rzeczą. Czasem budujesz nowe miasta, czasem współzawodniczysz ze złymi imperiami zła, a czasem nie wpuszczasz umierających ludzi do swojego namiotu. Praktycznie jak w życiu. Jestem jednym z tych strasznych graczy, którzy na tematykę planszówki zawsze zwracają uwagę, oceniają – i jeśli ten aspekt gry jest ciekawie wykonany, potrafi mnie to przekonać do ponownego zagrania nawet w dość słabe tytuły (tak, iGranie z Gruzem, to o tobie mowa). A ponieważ nigdy nie jestem w stanie oprzeć się porządkowaniu – oto i (niepełna, oj jak niepełna) kompletnie subiektywna lista podejść do umieszczania tematów w grach planszowych.

Ja jestem fanem, ty jesteś fanem, bądźmy fanami razem!

Tytuł podejścia numer jeden jest celowo zwodniczy. Do grupy tej nie zaliczam bowiem automatycznie tytułów adaptujących w jakiś sposób znane już z innych mediów historie (podejście numer dwa również zawiera takie tytuły) – jest to bardziej określenie tendencji pojawiającej się w wielu planszówkach. Co jest więc niezbędne żeby znaleźć się w tej grupie? Pewna szczegółowość. Smaczki. Informacje wykraczające poza konieczne minimum wynikające z zasad.

Większe planszowe adaptacje – możemy tutaj oczywiście przywołać większość gier na licencji stworzonych przez Fantasy Flight Games – automatycznie trafiają do tej kategorii. Ktokolwiek się z nimi zetknął, zapewne sam już wie, o co chodzi. Gramy postaciami znanymi z filmu, serialu czy książki. Na kartach mamy umieszczone specjalne zdolności nawiązujące do ich osobowości lub wydarzeń, w których uczestniczyły. Często temu wszystkiemu towarzyszą jeszcze wyciągnięte z tekstu pierwotnego cytaty, komentujące konkretne zdarzenia czy opisujące napotkane potwory. Nie oznacza to wcale, że planszówka taka jest niegrywalna dla kogoś z filmem/serialem/książką niezaznajomionego – a przynajmniej oznaczać tego nie powinno. W idealnym przypadku wcześniejsza znajomość tych rzeczy po prostu wzbogaca rozgrywkę: można usiłować odgrywać postać, można po prostu pośmiać się ze znajomymi z rozbrajających zwrotów akcji.

Tego typu podejście widać jednak również w wielu grach o tematyce historycznej. Naprawdę, rzućcie okiem na rodzime produkcje z tej grupy. Fantastycznym przykładem są tutaj choćby wydani przez Phalanx Magnaci: można sobie po prostu grać nie zauważając smaczków typu mapa Rzeczpospolitej służąca za planszę, nazwy poszczególnych kart praw czy osoby znajdujące się na zagrywanych przez nas kartach familii. Można po prostu potraktować to jako edukacyjny aspekt gry, oczywiście – ktoś dowie się o czymś podczas rozgrywki, doczyta (lub nie) i wiecie, profit. (Można też być mną i przeżywać przy takich tytułach kompletny geekgasm, zachwycając się przemyconymi szczegółami czy możliwością interpretowania wydarzeń historycznych poprzez planszówkę. Ale nigdy nie twierdziłam, że reaguję na kulturę popularną racjonalnie.)

WP_20150818_23_53_18_Pro

Magnaci!

Temat kiedyś tędy przebiegał, nawet zgubił t-shirt

Tutaj trafiają tytuły z tematyką dość pretekstową, zdecydowanie pozbawioną fajnych smaczków – wciąż jednak czytelną i pozostawiającą po sobie wyraźne wspomnienie. Nie musimy mieć w samej grze szczegółowych informacji na temat postaci, miejsc czy typowego zachowania w danej sytuacji, lecz mimo to wiemy dokładnie kim mamy w grze być, jakie mamy zadanie i prawdopodobnie jesteśmy w stanie zgadnąć co nas motywuje do jego wykonania.

Często widzimy coś takiego przy (sensownych) zmianach tematyk. Przykład, który utkwił mi w pamięci podczas tegorocznej zjAvy to 07 zgłoś się. Dla osób niezorientowanych: jest to polskie wydanie gry P.I. autorstwa Martina Wallace’a. Szaleństw przy zmianie tematyki co prawda nie ma – wciąż pozostajemy w klimatach detektywistycznych – ale do wydania polskiego zostaje przyczepiona powszechnie kojarzona etykieta popularnego serialu. Sama gra mogłaby się spokojnie bez tego obejść, gdyż podczas rozgrywki nic bezpośrednio nie wskazuje na ten konkretny serial. Ale w sumie czemu nie? Mariaż działa, doczepiony temat nie przeszkadza.

07zgłossie

07zgłossieFajne klimatyczne elementy są. Niekoniecznie tylko i wyłącznie dla tego tematu (zdjęcie stąd)

Czym jest ten temat, o którym tak opowiadasz?

I wreszcie grupa numer trzy. Kompletny rozwód tematu i mechaniki. Jedno nie przeszkadza drugiemu, ale to by było na tyle – są w stanie pokojowo współistnieć, wielkich namiętności to tam jednak nie ma. Ten typ planszówek zna każdy, kto zagrał choć w jedną podręcznikową eurogrę. Nie jest on moim ulubionym, trudno mi jednak nie przyznać mu pewnego uroku. Nigdy jednak podczas rozgrywki nie udaje mi się zrobić tego, co tak lubię: w naturalny sposób nałożyć na grę warstwę tematyczną.

Przykładem niech będzie tutaj popularny ostatnimi czasy Splendor. Gra się fantastycznie, liczy te kolorowe klejnociki i strategicznie podkupuje przeciwnikom karty. Ale żeby jakoś bardziej się w tę grę wczuć? Nie da rady. Jeśli przedstawiam jej zasady nowym graczom – owszem, prezentuję Splendor jako grę o kupowaniu klejnotów. Ale żeby wspomnieć kim mamy być, po co to robimy, kim są ci arystokraci, których czasem zyskujemy i w sumie to jakim cudem do nas dołączają? Zazwyczaj zapominam. Po prostu – nie jest to istotne.

WP_20150818_23_51_17_ProI tu nawet Henryk nie pomaga

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “O różnych podejściach do tematyki

  1. Pingback: „A Prymasowi oddam Innowierców”, czyli rzecz o Magnatach | Kropka na planszy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s