Jak to wieczorami wyszywam kołdry, czyli dlaczego Patchwork jest fajny

Odkąd w dużej mierze pozbyłam się lęku przeprowadzkowego („haha, bardzo fajna ta rzecz, ale kto będzie ją nosił jak przyjdzie się przeprowadzać?”) moja kolekcja planszówek powoli, ale skutecznie się rozrasta. Dotarłam nawet do tego momentu, w którym nie mam ambicji mieć na własność tylko moich ulubieńców i powoli próbuję stworzyć kolekcję, która zawiera również tytuły krótsze i bardziej przystępne, nad którymi można sobie przysiąść z akurat odwiedzającymi cię gośćmi, bez względu na ich planszówkowe preferencje. Jednym z efektów takich prób jest zakup Patchwork – czyli gry o szyciu kołder.

Cel gry skomplikowany nie jest: chodzi o ozdabianie kołder. Każdy z dwóch graczy ma do dyspozycji planszę kołdry i wspólny dla wszystkich zasób skrawków materiału. Naszym zadaniem jest naszywać na kołdrę kolejne skrawki – celem jest natomiast pozostawienie jak najmniejszej niezakrytej powierzchni. Na stworzenie naszych wielkich rękodzielniczych arcydzieł mamy niestety ściśle określony czas. Podzielić go do tego musimy pomiędzy szycie i dobieranie guzików, stanowiących w grze walutę pozwalającą na dobieranie kolejnych skrawków materiału.

WP_20150818_20_06_53_Pro

Widok na większość rozłożonych elementów – trochę krzywe, ale bez obaw, z gry na grę coraz ładniej układanie wychodzi

Jak więc w praktyce wygląda wykonywanie tego nieziemsko wręcz trudnego zadania? (I nie żartuję w kwestii nieziemskiej wręcz trudności, przed wszelkiego rodzaju robótkami ręcznymi odczuwam ogromny strach – jakby ta gra naprawdę polegała na szyciu, skończyłabym prawdopodobnie z kilkoma smętnie powiewającymi z kołdry kawałkami materiału i większymi od nich opatrunkami na palcach). Gracz ma w swojej turze do wyboru dwie akcje. Może przemieścić się po planszy czasu tak, aby znaleźć się przed przeciwnikiem – w tym przypadku otrzymuje tyle guzików, ile przeskoczył pól. Może również wybrać jeden z trzech dostępnych kawałków materiału i umieścić go na swojej planszy kołdry – wtedy musi zapłacić jego koszt w guzikach oraz zużyć odpowiednią ilość czasu.

WP_20150818_20_15_10_Pro

Plansza czasu, jedna z dwóch (identycznych pod względem zawartości) jej wersji

Guziki okazują się być zresztą całkiem niezłą drogą do zwycięstwa. Kawałki materiału opłaca się bowiem kupować i wyszywać nie tylko po to, aby jak najbardziej zapełnić planszę. Na niektórych z nich znalazły się symbole naszytych guzików. Gdy na torze czasu mijamy jedno ze specjalnych pól (również oznaczonych guzikiem), z banku dostaniemy guzik – jeden za każdy naszyty. Jeśli wystarczająco dużo ich symboli znajdzie się na kołdrze, w końcowych partiach gry przy każdym mijanym specjalnym polu gracz uzyska taczkę nowych guzików. Ponieważ zebrane guziki są na koniec punktowane, zgromadzenie naprawdę wielkiego ich zapasu może spokojnie pozwolić na wygraną. W Patchworku jednak bardzo mi się podoba jedna rzecz: gra jest dość prosta, ale jest w niej całkiem dużo miejsca na taktykę. Z gry na grę coraz lepiej łapię, co się dzieje i bardzo widocznie uczę się gry – paskudne guziki nie rozkładają mnie więcej niż raz i potrafię coraz lepiej kontrować działania przeciwnika.

WP_20150820_22_23_41_Pro

A tak wygląda przykładowa kołdra końcowa

Jeśli miałabym mieć o coś w tym momencie pretensje do Patchworka, byłaby to zajmowana przez niego przestrzeń. Gra bowiem posiada kilka cech wyraźnie sugerujących, że jest raczej niezobowiązująca: proste zasady, małe pudełko, krótki czas rozgrywki (ok. 30 minut), niewielka liczba graczy (jak wyżej wspomniałam, zaledwie dwie osoby). Pierwotne ułożenie elementów zajmuje jednak tyle miejsca, że bardzo trudno byłoby zagrać np. czekając na pociąg. Niekoniecznie jest to duża wada, jednak warto o tym pamiętać – nie będzie to raczej gra zabierana do knajpy.

Podsumowując: Patchwork jest dość ciekawym tytułem, do którego będę od czasu do czasu wracać (ale nie aż tak często – gra nie nudzi podczas kolejnych rozgrywek, mam jednak wrażenie, że nie powinnam przesadzać z tym optymizmem). Gra jest krótka, przyjemna, bez niepotrzebnie skomplikowanych zasad. A do tego wszystkiego jest naprawdę bardzo ładna wizualnie. Nie jest najgorzej, powiem wam.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Jak to wieczorami wyszywam kołdry, czyli dlaczego Patchwork jest fajny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s