Polcon 2015 planszówkowo

Kontynuując moją tegoroczną wielką wycieczkę po różnych konwentach, pod koniec minionego tygodnia trafiłam na Polcon w Poznaniu. Niestety, zdołałam w widowiskowy sposób polec na etapie wstępnego planowania, w wyniku czego na konwencie mogłam spędzić jedynie czwartek i piątek. Potem musiałam się zwlec z łóżka o nieistniejącej godzinie (3:50) aby pojechać dalej. Nie ma jednak tego złego i tak dalej: weekend okazał się wspaniały i nawet przyniósł pomysł na notkę. Ale o tym w piątek. Na Polconie  spędziłam całe dwa dni i większość tego czasu była w jakiś sposób planszówkowa.

WP_20150820_17_26_05_Pro

Zdołałam zagrać tylko w jedną nową grę, Abyss – ale za to dwa razy, więc nawet wrażenia mogą być trochę bardziej szczegółowe. Po raz kolejny doceniłam to, jak dużą rolę na większych imprezach planszówkowych odgrywa dobre tłumaczenie zasad. Kiedy przychodzisz do Games Roomu wypróbować nowy tytuł, niekoniecznie masz ochotę poświęcić pierwsze pół godziny na wgryzanie się w instrukcję, podczas gdy reszta towarzystwa siedzi i rozmawia, co jakiś czas dopytując się czy to na pewno już nie teraz. A to tylko jeśli masz szczęście i jesteś w grupie nie składającej się z dwóch osób – wtedy gwałtownie wzrasta prawdopodobieństwo, że gry w ogóle nie rozpoczniecie, gdyż próba zakończy się widowiskowym wybiegnięciem z sali jednego z niedoszłych graczy. Wiem co mówię. Podczas Polconu wzięłam też udział w próbie zagrania w Robinsona Crusoe, jednak pokonała nas nadmiernie skomplikowana instrukcja, brak kogoś, kto byłby gotów wyłożyć zasady i chociaż na początku popilnować ich przestrzegania. Ale jeśli w okolicy kręci się ktoś Wiedzący i chętny w przystępny sposób podzielić się tą wiedzą? Od razu jest inaczej.

WP_20150820_18_13_54_Pro

Pierwsza partia Abyss była dzięki temu całkiem przyjemna. Gra sprawnie łączy konieczność budowania określonej strategii z losowością. Gracze walczą o wpływy w rządzie podwodnego miasta – robią to zdobywając poparcie stronnictw politycznych, werbując do pomocy potężnych Lordów oraz walcząc z atakującymi miasto potworami (co daje korzyści majątkowe lub punkty zwycięstwa – czyli coś w rodzaju poparcia ludu). Abyss wydana jest prześlicznie: kolory i grafiki na kartach/planszy dobrane są naprawdę rewelacyjnie (oj no, mam ogromną słabość do ciemnej, zdecydowanej kolorystyki), a naszą walutą nie są zwyczajowe kartonowe wycinanki, lecz przechowywane w plastikowych kubeczkach sztuczne perły.

Gdy myślę o jakości wydania, żal mi tego, że tematyka gry nie jest ściśle powiązana z jej mechaniką. Daje się co prawda wyprowadzać pewne skojarzenia – sama to zrobiłam chwilę temu – jednak wszystko to jest raczej niezobowiązujące. W żadnym momencie nie poczułam się Podstępnym Pretendentem Do Korony Podwodnego Państwa i naprawdę jest mi trochę z tego powodu smutno. Abyss mimo wszystko jednak bardziej bym poleciła niż odradziła. Rozgrywka idzie sprawnie, nikt nigdy nie jest na dłużej z niej wyłączony, mechanika karze niesportowe zachowania (nie chomikuj kart bo twoje miasto zniszczą potwory – mama zawsze mi to powtarzała), a planowanie posunięć przynosi naprawdę sporo radości.

WP_20150821_11_02_15_Pro

Nie samym jednak Games Roomem człowiek żyje. A przynajmniej tak niektórzy usiłują mi wmówić. W ramach sprawdzania tego typu dziwnych twierdzeń trafiłam na Prelekcję. Aby jednak nie doznać zbyt dużego szoku, wybrałam prelekcję o planszówkach. „Planszowo o Japonii” była kilkudziesięciominutowym przeglądem gier powiązanych na różne sposoby z tym krajem – pochodzeniem, tematyką etc. O większości wiedziałam, w kilka zdarzyło mi się zagrać, odkryłam nawet brak w mojej kolekcji na BGG. Prelekcja była więc raczej na plus (przychodząc oczekiwałam trochę więcej analizy, ale to takie skrzywienie zawodowe). Niestety, była również ukryta w czeluściach bloku Kultury Azjatyckiej (bądź Mangi i Anime jeśli ktoś próbował korzystać z jednej z dołączonych mapek) i trzeba było specjalnie zwrócić na nią moją uwagę. Blok planszówkowy na Avangardzie jednak mnie rozbestwił. Bloki planszówkowe na wszystkie konwenty!

WP_20150820_17_23_02_ProWP_20150821_12_43_05_Pro

Zdaję sobie sprawę z tego, że Polcon jest konwentem specyficznym i przede wszystkim literackim. Szkoda jednak, że Games Room wyleciał do budynku teoretycznie tylko po drugiej stronie ulicy, w praktyce jednak na tyle daleko, że ktoś nie szukający go konkretnie nie miał nawet szansy się na pomieszczenie natknąć i stwierdzić „Mam wolne pół godziny, może by wypożyczyć jedną z tych dziwnych rzeczy?”. Inną kwestią było nietypowe rozłożenie stolików dla graczy w kilku mniejszych salach. Tutaj jednak zdziwienie zostało po chwili zastąpione pozytywnym wrażeniem: salę ćwiczeniową jest o wiele łatwiej wentylować niż wielką halę. Zadecydowały prawdopodobnie ograniczenia lokalowe, ale rozwiązanie zaskakująco dobrze działało. I pewnie dobrze działałoby również podczas nocnych posiadówek przy grach – gdyby nie to, że o 21/22 zamykano już budynek i wypraszano konwentowiczów. Owszem, zawsze można się zająć czymś innym, pewnych ograniczeń pewnie się nie przeskoczy (a przynajmniej tak zgaduję, gdyż nikogo z organizatorów nie dopytywałam dlaczego o takiej porze już wyganiają na mniej oficjalną część konwentu), jednak ostatnim moim wspomnieniem z Polconu 2015 jest porzucanie w połowie planszówki aby jeszcze biegiem zdążyć do bankomatu w sąsiednim budynku. Trudno.

A co było potem? Potem było wstawanie o porze nieistniejącej, podróż i wpadnięcie na zabawną planszówkową rzecz. Ale jak już wspominałam: o tym w następnym wpisie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s