O jednym z bardziej niespodziewanych miejsc do grania w planszówki

Kojarzycie różne knajpiane spotkania planszówkowe? Ostatnimi czasy nie bywam na nich tyle, ile bym chciała, ale szczerze uwielbiam samą ideę regularnego organizowania dnia czy wieczoru, podczas którego można przyjść, wypożyczyć planszówkę i pograć w większej grupie. A do tego klimat tych spotkań – jedne z moich ulubionych planszowych wspomnień to wrześniowe wieczory spędzone na grze w ogródku przed wrocławską Miodosytnią. Konwenty są fajne, ale odbywają się rzadko. Spotkania w domach są miłe, ale pozostają jednak pewną niedogodnością dla gospodarzy. Natomiast knajpy w dniach specjalnie poświęconym planszówkom? Stanowią idealne uzupełnienie opcji dostępnych graczom.

Po przedwczesnym opuszczeniu Polconu udałam się na resztę weekendu do Cheltenham w Wielkiej Brytanii. Miałam bardzo konkretne plany i nie było w nich nic planszówkowego. Los (w postaci niedogadanego miejsca spotkania) chciał jednak inaczej, dzięki czemu mogłam zobaczyć coś, czego się naprawdę nie spodziewałam. Spotkanie planszowe w kościele. Nie, serio:

WP_20150822_16_31_06_Pro

A teraz kilka słów wyjaśnienia. Zupełnym przypadkiem trafiłam na końcówkę planszówkowego spotkania organizowanego w niewielkim kościółku działającym w Cheltenham. Spotkania – odbywające się pod nazwą The BoardRoom – są dziełem dwójki moich przyjaciół, Alexa i Laury. Do Cheltenham sprowadzili się oni prawie pięć lat temu, zaraz po studiach. Jak każda osoba zaczynająca życie w całkiem obcym mieście, musieli przejść przez okres adaptacji i szukania nowych znajomych – i szybko odkryli, jak dobrym sposobem na lepsze poznawanie ludzi są hobbystyczne planszówki.

W większości przypadków tutaj kończy się historia planszo-fana, ale nie tutaj. Alex pracuje bowiem w lokalnym kościele: jest pastorem odpowiedzialnym za kontakty z młodzieżą i studentami. Zarówno on jak i Laura zawodowo zajmują się pomaganiem członkom lokalnej społeczności, w tym również organizowaniem różnego rodzaju wydarzeń. Nic więc dziwnego, że w końcu postanowili spróbować przenieść swoje nowe hobby do pracy. Dzięki temu od kwietnia tego roku w St Paul’s Church w Cheltenham odbywają się comiesięczne spotkania planszówkowe.

WP_20150822_16_31_21_ProWP_20150822_16_31_36_Pro

Teoretycznie wiedziałam, że coś takiego robią. Jednak moje pierwsze skojarzenie ze wyrażeniem „spotkanie planszówkowe”? Jakiegoś rodzaju knajpa czy szkolna sala gimnastyczna, czyli miejsca zdecydowanie głośne i, cóż, niekościelne. Podświadomie zakładałam, że cała impreza odbywa się w przykościelnej świetlicy – w końcu miałam okazję uczestniczyć w weselu odbywającym się w takim miejscu, malutkie konwentopodobne wydarzenia zapewne też do nich pasują. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, że kościółek może być zwyczajnie za mały na to, żeby świetlicę pomieścić. W związku z tym wszyscy na luzie rozkładają się z grami przed ołtarzem i nikt nie widzi w tym żadnego problemu. Jest to jedna z najfajniejszych i najbardziej pozytywnych (choć niespodziewanych) rzeczy jakie widziałam w ostatnim czasie.

WP_20150822_16_31_49_ProWP_20150822_16_31_53_Pro

Oferta dostępnych gier nie jest zbyt duża, choć z tego co widziałam, powinno się w niej znaleźć coś dla każdego. Czasem ludzie przynoszą rzeczy, które sami nabyli – przeważająca większość planszówek pochodzi jednak z prywatnej kolekcji organizatorów. Spotkania okazały się sporym sukcesem: zazwyczaj przewija się przez nie ok. 40 osób w ciągu dnia, rekordem było aż 80 (jestem przez to pod głębokim wrażeniem faktu, że żadna z gier moich przyjaciół nie wydaje się być zdekompletowana.)

Miejscówka była więc rzeczą, która zdumiała mnie i przykuła moją uwagę. Ale to nie ona sprawiła, że The BoardRoom mnie zachwyciło. Inicjatywa Alexa i Laury jest bowiem najbardziej osobistym planszówkowym wydarzeniem, w jakim miałam okazję uczestniczyć. Na początku notki wspomniałam, że na spotkaniach knajpianych nie bywam tak często, jak bym tego chciała: dzieje się tak ponieważ nie mam za bardzo z kim chodzić. W takim miejscu najlepiej pojawić się z gotową już grupą graczy bądź mieć wystarczająco dużo pewności siebie żeby podejść do innych i zapytać, czy można się przyłączyć. Podziwiam ludzi, którzy drugą opcję potrafią wprowadzić w życie – ja niestety mam z tym problem. Podczas spotkań The BoardRoom organizatorzy wypatrują nowych osób, wprowadzają je w towarzystwo i starają się choć trochę poznać. Przez Alexa przemawia jego zawodowa historia: widzi w tym świetny sposób na wyciągnięcie z domów osób nieśmiałych i introwertycznych. Laura interpretuje popularność The BoardRoom w sposób bliższy memu sercu: w końcu gdy już zdoła się usiąść do gry, o wiele łatwiej przychodzi rozmowa i poznawanie nowych ludzi.

W każdym razie – to działa. Wydarzenie rośnie, stało się regularnym elementem kalendarza St Paul’s i – co chyba najlepiej świadczy o jego jakości – ma całkiem sporo stałych bywalców niereligijnych, kompletnie z żadnym kościołem niezwiązanych. Ot, taka comiesięczna geekowa impreza. Tyle że w kościele.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s