Przykazania idealnej imprezy planszówkowej

grOstatnio uświadomiłam sobie jak miły będzie dla mnie przełom września i października. W Warszawie szykują się w krótkim czasie aż dwa większe wydarzenia: Board Game Heaven w ramach tegorocznego Pixel Heaven (25-27 września) oraz Planszówki na Narodowym (4 października). Sporo się od siebie różnią – Board Game Heaven jest częścią większego festiwalu z płatnym wstępem, Planszówki na Narodowym są natomiast darmowe (choć krótkie) – ale obydwa stanowią szansę na dopadnięcie kilku nieznanych mi wcześniej tytułów i dlatego właśnie z pewną niecierpliwością ich wypatruję. Odliczanie do nich jest też niezłą okazją na zastanowienie się, czego dokładnie oczekuję od wydarzenia planszówkowego. Tutaj zastrzeżenie: sama nigdy żadnego nie organizowałam, więc wszystko co napiszę będzie wynikiem przemyśleń osoby bywającej na tego rodzaju imprezach jako uczestnik (potrafiącej sobie jednak wyobrazić że czasem, pomimo najlepszych chęci, coś nie wyjdzie).

A więc. Jeśli zostałabym organizatorem planszówkowego wydarzenia – za jakimi przykazaniami starałabym się podążać?

1. Postaram się znaleźć dużo miejsca

Wiem, wiem. Łatwe to nie jest. Najczęściej spotykane miejscówki planszówkowe to duże hale, sale gimnastyczne i inne tego typu pomieszczenia – to, co akurat jest duże i akurat dostępne (zwłaszcza jeśli planszówki są częścią większej imprezy). Ciężko jest też przewidzieć zainteresowanie: wciąż odczuwam echa szoku jako przeżyłam, gdy okazało się, że do gigantycznego pyrkonowego Games Roomu w godzinach szczytu nie dało się wcisnąć szpilki.

A co jeśli nie mamy dostępu do dużej sali? Jak pisałam przy okazji Polconu: zaskakująco fajny okazuje się podział przestrzeni do grania w kilku mniejszych pomieszczeniach. Planszówki na Narodowym zresztą stosują taką właśnie zasadę i też fajnie wypada w praktyce. Impreza dokłada bowiem pewien sensowny element: pomieszczenia są podzielone tematycznie. W zeszłym roku można było znaleźć między innymi salę z planszówkami historycznymi, osobno ustawione były te dla dzieci… Bardzo wygodne.

Absolutnie wszystko jest natomiast lepsze od największego koszmaru miejscówkowego: wąskich korytarzy. Miejsca mało, osób pragnących przejść akurat przez miejsce, które zajmuje z ledwością wciśnięte krzesło, na którym siedzisz dużo – po prostu nie jestem sobie w stanie wyobrazić dlaczego to rozwiązanie nie zyskało na popularności.

2. I różnego rozmiaru stoły

Zbyt szczegółowo? Ależ nie! Część planszówek potrzebuje masy miejsca, część nie. Grać zresztą można zarówno w dwie osoby, jak i w gigantycznej grupie. Zaskakująco często ludzie zdają się o tym zapominać.

Niedostarczenie wystarczającej liczby dużych stołów oznacza, że przedsiębiorczy lud będzie mniejsze stoliki łączył – i prędzej czy później może zacząć ich brakować dla innych. To się jednak zaczyna zdarzać rzadziej. Niedobór małych stołów prowadzi z kolei do sytuacji, w której z lekkim zażenowaniem rozgrywam partyjkę karcianego Dominiona na stole wielkości niejednej kawalerki. Nie chcę niegrzecznie zajmować tego miejsca, no nie chcę. Ale nie mam wyboru. Uwolnijmy kawalerki, dajmy również małe stoliki.

3. Nie będę dusić ludzi

Ach, nieśmiertelny problem z zaduchem. Wyeliminować się tego w pełni nie da dopóki ludzkość nie zostawi za sobą tych paskudnych funkcji biologicznych wchodząc na wyższy stopień rozwoju. Trzeba więc jakoś sobie radzić. Najlepsze wyjście to oczywiście klimatyzacja – nawet jeśli weźmie się pod uwagę, że część ludzi po pewnym czasie klima wygania na zewnątrz. Ach, gdyby jeszcze Polska była miejscem, w którym klimatyzacja dostępna jest w każdym budynku! Ale tak pięknie jeszcze nie ma.

Jeśli więc nie mamy możliwości automatycznego uratowania naszych gości przed uduszeniem – to do organizatorów powinno należeć pilnowanie odpowiedniej wentylacji sali, znalezienie sposobu na ruszające się okna i tłumaczenie ludziom bezustannie je zamykającym, że świeże powietrze jest niestety potrzebne jeśli siedzisz nad grą kilka godzin.

4. Głodzenie też nie jest najlepszą rzeczą

Przykazanie istotne zwłaszcza w przypadku imprez krótszych. W zupełności zgadzam się z zakazem jedzenia w Games Roomach. Co prawda podczas prywatnych spotkań robię rzecz nie do pomyślenia i stawiam jedzenie i picie obok planszy – jest to jednak trochę inna sytuacja, w której mam znacznie większą kontrolę nad ewentualnymi stratami. Ale podczas imprezy masowej, z grami wypożyczanymi przez mnóstwo losowych ludzi, spośród których wielu nie jest w stanie sprawdzić, czy na pewno zwracają wszystkie elementy? Brr.

Gry planszowe potrafią zająć sporo czasu. A skoro zahaczam już o hobbystyczną imprezę, oznacza to, że z dużym prawdopodobieństwem będę chciała zagrać w kilka rzeczy. Dobrze by było dać uczestnikom możliwość wyskoczenia na chwilę z Games Roomu na posiłek – gdzieś niedaleko. Jeśli muszę wsiąść w tramwaj aby coś zjeść, najpewniej już nie wrócę.

5. Postaram się aby na miejscu był duży wybór gier

Najpierw napisałam „duży”. A potem zmieniłam to słowo na „dobry”. Owszem, od wypożyczalni oczekuję oferowania co najmniej kilku tytułów, których nie miałam jeszcze okazji wypróbować – jednak niekoniecznie muszę w niej zobaczyć połowę bazy danych Board Game Geeka. Prawdę mówiąc, w dużej mierze zależy to od charakteru imprezy. Wydarzenia towarzyszące innym potrzebują przede wszystkim zestawu Games Room-owych klasyków. Rewelacyjnym przykładem tej zasady był Games Room tegorocznego Baltikonu. Konwent zdecydowanie nie był nastawiony na osoby grające – Games Room chyba w żadnym momencie się nie zapełnił w 100%, wśród sklepów nie było ani jednego stoiska czysto planszówkowego. Ale wybór gier w wypożyczalni i tak zapewnił całkiem dużo zabawy. Od samodzielnych imprez planszówkowych natomiast oczekuję trochę więcej – kilku rzeczy nieoczywistych, dla pasjonatów.

6. Obsługa potrafiąca je wytłumaczyć też jest świetną sprawą

Choćby tylko te klasyki – na szczęście częściej tak właśnie jest niż nie. Całkiem niezły jest pyrkonowy pomysł z listą gier, których tłumaczenia wolontariusze się podejmują. W idealnym świecie Kropki byłoby to uzupełnione jedną czy dwiema osobami gotowymi wyłożyć zasady choćby kilku z bardziej skomplikowanych gier dostępnych w wypożyczalni.

7. A jak nie obsługa, to chociaż stoiska wystawców tłumaczących własne gry

To jest przykazanie będące pretekstem do chwili zachwytu nad tym cudownym zwyczajem. Jak wielokrotnie już pisałam, bardzo lubię poznawać na wydarzeniach planszówkowych nowe tytuły – czasem jednak żaden znajomy lub wolontariusz z obsługi nie przyznaje się do bliższej znajomości z instrukcją do jakiejś gry. I w tym momencie z pomocą przyjść może właśnie stoisko wydawcy. Nie wspominając nawet o tym, że od kilku konwentów kieruję moje kroki prosto do stolików z pokazami i pozwalam sobie coś nowego wytłumaczyć. W ten sposób wszyscy są szczęśliwi: i ja, po zagraniu w coś innego, i wydawca, od którego zapewne kupię tę czy inną rzecz.

8. Przewidzę zainteresowanie grami hobbystycznymi

Ekhm. Co prawda dobrze wspominam zeszłoroczne Planszówki na Narodowym, rzeczy do roboty było w bród… Ale nie zapomniałam do tej pory, że do jednej sali nie dałam rady wejść. Z tego, co pamiętam, było to pomieszczenie z grami dłuższymi, hobbystycznymi, tymi zdecydowanie zaawansowanymi. Miało być ukoronowaniem spaceru po kolejnych planszówkowych krainach – ale nie wyszło. Sala była bowiem pełna, a przed drzwiami ustawiła się kolejka. No dobrze, kolejeczka, kilka osób. Ale czekanie okazało się odczuwalne i koniec końców z próby wejścia do pomieszczenia zrezygnowałam. Jednodniowa impreza za krótka jest na takie rzeczy.

9. Będę pilnować elementów gier

Ważenie pudełek z grami, przed i po ich wypożyczeniu. Sama o tym usłyszałam podczas pogadanki z osobą obsługującą Games Room na zeszłorocznym Falkonie – ale ponoć na części planszówkowych imprez już ten system działa. Gorąco mu kibicuję, gdyż niewiele jest bardziej irytujących rzeczy niż stracenie pół godziny na inwentaryzację kolejnych egzemplarzy danego tytułu tylko po to, żeby przekonać się, że żaden z nich nie jest w pełni grywalny. Zdarza się to częściej niż bym chciała.

10. I żadna z nich nie zniknie przed jego końcem

Rozumiem, że przy określonej godzinie zakończenia imprezy można odmówić wypożyczenia jakiejś gry jeszcze przed nadejściem tej godziny – gdyż po prostu nie ma już czasu na rozłożenie elementów, bez grania nawet. Ale zwijanie się wcześniej? Ugh. Na jednej z minionych edycji Avangardy chciałam jeszcze przed zakończeniem konwentu pograć ze znajomym w jedną czy dwie rzeczy – była godzina 12. Były to rzeczy o przewidywanej długości rzędu jednej godziny, a do oficjalnego końca konwentu jeszcze trochę czasu było. Teoretycznie idealna sytuacja, co nie?

Tylko że nie. Trzy raz pod rząd wypożyczano nam grę, po czym przychodzono do stolika i proszono o zwrot, gdyż ludzie z miejsca, z którego została wypożyczona już się zbierają do domu. Pech miał w tym swój udział, ale nie zmienia to faktu, że za udział w konwencie zapłaciłam – atrakcje powinny więc być oferowane przez cały czas jego trwania. Na mojej idealnej imprezie planszówkowej do takiej sytuacji by nie doszło. (Dlatego zapewne idealna impreza planszówkowa jest jedynie wytworem mojej wyobraźni.)

P.S. Nie, nie porzuciłam głośno zapowiedzianego cyklu po zaledwie jednym wpisie. Aby jednak uniknąć zalania bloga tylko i wyłącznie przemyśleniami na temat ulubionych gier – na cykl będą przeznaczone notki wtorkowe. A więc do wtorku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s