Gry na jesienne wieczory: Świat Dysku Wallace’a

Po raz kolejny widzimy się w ramach serii notek o grach, do których mam nadzieję powrócić w najbliższych tygodniach. Przypominając kryterium doboru tytułów: chodzi o rzeczy raczej z tych dłuższych, z wyraźnym tematem, pozwalającym na rozmowy ze znajomymi w trakcie rozgrywki w ciepłym pomieszczeniu podczas gry na dworze wiatr, deszcze i ogólny smutek.

Jak chyba jednak każdy miłośnik planszówek wie, silny temat niekoniecznie zawsze oznacza wielogodzinną grę. Czasem do osiągnięcia pełni szczęścia wystarczy choćby i ta godzina.

W tej notce będzie trochę inaczej niż w innych z serii: za jednym zamachem będziemy mówić o dwóch grach. Są znane i popularne. Żadna z nich nie zalicza się do grupy gier o długim przewidywanym czasie trwania, jednak z odpowiednią ekipą potrafi przynieść więcej tematycznej radości niż najbardziej skomplikowane tytuły. Dzisiaj będzie o dwóch planszówkach Martina Wallace’a inspirowanych Światem Dysku: Ankh-Morpork oraz Wiedźmach.

dyski

Najpierw jednak wyznanie. Od jakiegoś czasu – po wielu próbach i rozczarowaniach – z rezygnacją zaczęłam w kwestiach dyskowych planszówek dyskryminować. Gram tylko z fanami Pratchetta. Nie chodzi tutaj o to, że Ankh-Morpork czy Wiedźmy są zbyt hermetyczne dla zwyczajnego odbiorcy. Żadna z nich nie jest również na tyle słabą grą, żeby nie dało się w nią grać dla niej samej, a nie tylko z powodu pojawienia się na okładce kilku znajomych postaci (i tak, wiem, że część ludzi nie uznałaby tego zdania za prawdziwe w odniesieniu do Wiedźm. Trudno, gusta i oczekiwania są różne – nie przeszkadza mi to w uważaniu Wiedźm za całkiem niezłą grę familijną). Problem leży w czymś innym. Książki Pratchetta są moją wieloletnią miłością (ba, jednym z najdłuższych i najtrwalszych związków mojego życia), a ich planszowe wersje autorstwa Wallace’a potrafią tak efektywnie wyzwalać w dyskowych ludziach cudownie absurdalne ciągi fanowskich skojarzeń, że rozgrywki bez tego elementu po prostu tracą swój urok.

Zwłaszcza Ankh-Morpork. Odkąd moja dłoń po raz pierwszy dotknęła karty postaci, dowiedziałam się kim gram i jakie mam cele, a w kolejnych rundach przekonałam, że nie ma mocnych i przy kartach jakie mi wchodzą na rękę wszyscy mają mnie za zupełnie inną postać – zachwyciłam się tą grą. Powiedzcie bowiem: czy istnieje lepszy sposób oddania czystego chaosu jakim jest miasto Ankh-Morpork inaczej niż poprzez dynamiczną rozgrywkę z ogromnym elementem losowym? Jeśli szczęście ci sprzyja, prowadzisz podwójną grę, oszukując wrogów i broniąc się przed ich niecnymi, półlegalnymi sztuczkami (niech sobie będą technicznie dozwolone przez sam fakt bycia wydrukowanymi na kartach do gry, ty jednak nie dasz się oszukać: ataki skierowane przeciwko twojej skromnej osobie nie mogą być do końca legalne). Jeśli jest inaczej, desperacko budujesz jak największy majątek, starając się jak najbardziej przyspieszyć wyczerpanie się kart i modląc się do każdego akurat słuchającego bóstwa, żeby komendant Vimes akurat przebywał na wymuszonym urlopie.

A więc mamy świetnie wykorzystywaną losowość, pozwalającą na oddanie w dużym stopniu atmosfery opisanego już w innych miejscach miasta – jest to co prawda umowne, lecz na tyle trafne, że osoba tekst źródłowy znająca nie ma większych problemów z dopowiedzeniem sobie reszty rzeczy. Ale na tym się nie kończy, gdyż mamy jeszcze inny element wspomagający doznania fanowskie: karty akcji, ach te karty akcji. Ankh-Morpork nie jest adaptacją tylko jednej książki czy serii ze Świata Dysku – zamiast tego, uwagę skupia na tytułowym mieście, po trochu czerpiąc z większości powieści, których akcja się w nim rozgrywała. Dzięki temu karty akcji (czyli główny, najczęściej używany element gry) są równocześnie dla każdego grającego fana niezłym sprawdzianem wiedzy i zdolności kojarzenia. Mamy tam czego tylko dusza zapragnie: zarówno postacie znane i lubiane, jak i te z planu raczej dalszego, pojawiające się w jednej czy dwóch książkach. Różne wysoce interesujące miejsca znajdujące się w Mieście Nad Miastami. A wszystko to czeka tylko na dzielnego fana, który weźmie na siebie rozpoznawanie postaci oraz lokacji z kart oraz czynienie obowiązkowych (niekoniecznie zaś logicznych) skojarzeń je łączących.

Pierwotny pomysł na notkę brzmiał: pozachwycam się Ankh-Morpork, nakręcę na kilka nowych rozgrywek i gotowe. Zaraz pojawił się jednak w mojej głowie ten mały, złośliwy głosik, pytający dlaczego w sumie znów ignoruję Wiedźmy. A to przecież miła gra jest. Pozwalająca wcielać się w Tiffany Aching. Dająca nam przepiękną mapę Lancre, dzięki której teraz już każdy chętny może bez wątpliwości poznać lokalizację Gdzie Słońce Nie Dochodzi. Pozwalającą na spotkanie jednej z dwóch literackich kobiet, które są moimi odwiecznymi idolkami i którymi wciąż chcę zostać jak dorosnę: babci Weatherwax. (Druga to Yennefer z Vengerbergu). (Tak, mam słabość do złośliwych czarownic i jestem z tego dumna). Więc o co takiego chodzi?

Ano, o to, że Wiedźmy nie są grą, którą chciałam, żeby były. Ostrzejszą, bardziej rywalizacyjną. Interakcja jest tutaj mocno ograniczona, gracze teoretycznie uczestniczą w jednej rozgrywce, jednak zajmują się swoimi sprawami, a najbardziej negatywną rzeczą, którą są w stanie zrobić innym jest zajęcie upatrzonego pola. Dlatego też znacznie bardziej wolę wariant kooperacyjny Wiedźm: od normalnych zasad prawie się on nie różni, a brak bezpośredniej interakcji mniej przeszkadza kiedy trzeba wspólnie nadzorować sytuację i planować ruchy.

Od jakiegoś czasu mam powracające wrażenie, że nie wyciągnęłam z Wiedźm tyle tematycznej radości, ile ta gra jest jej w stanie dać. Rozczarowanie innym rodzajem gry niż oczekiwany (tłumaczenie: Wiedźmy nie były Ankh-Morpork 2) sprawiło, że bardzo szybko straciłam do niej serce. A przecież powinnam zebrać kilku fanów cyklu o wiedźmach i razem z nimi spróbować wczuć się w wesołe przygody w Lancre. Miejmy nadzieję, że tej jesieni uda się to naprawić.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Gry na jesienne wieczory: Świat Dysku Wallace’a

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s