Kropki ulubione gry odprężające

PolarBearsRelaxing

Czasem przychodzi taki dzień, że człowiek po prostu źle się czuje – ot, jakieś choróbsko się przyplątało, jak na przykład do mnie dzisiaj. Najchętniej by się leżało półmartwym, spektakularnie cierpiąc, ale zamiast tego trzeba wyjść i robić rzeczy. Być może spotkać się z kimś. Być może zostać odwiedzonym. Jeśli jest się mną, często się zdarza, że przy takich okazjach na stole lądują planszówki. Tak, aby się można było odprężyć. Wtedy właśnie przychodzi jedna z najlepszych okazji do wyciągnięcia rzeczy bliższych euro- niż gigantycznemu, tematycznemu ameri-. Nie tyle niewymagających, co w pewnym momencie wystarczająco zautomatyzowanych, że biedny wrak człowieka może bez wkładania większego wysiłku czerpać przyjemność z powtarzalnych procedur.

Poniżej więc moje ulubione cztery gry, przy których zawsze lubię się zrelaksować. Kolejność alfabetyczna.

7 Cudów Świata

7cudów

Choć w tym momencie jest to raczej Miliard i Jeszcze Trochę Cudów Świata. 7 Cudów jest zabawnym przypadkiem: dzięki dodatkom (między innymi) mnożącym dostępne plansze cudów, gra już dawno temu postanowiła pogrzebać resztki jakiejkolwiek logiki tkwiącej w tytule serii. Oczywiście absolutnie nie przeszkadza to w rozgrywce – nie mamy tutaj do czynienia z bliskimi związkami mechaniczno-tematycznymi, jest to raczej ekwiwalent niezobowiązującego randkowania.

Można 7 Cudów traktować strategicznie, owszem. Ale na luzie też się da, lekko złośliwie zabierając innym dobre karty i ciesząc się jeśli uda nam się zbudować Ratusz i Arsenał. Jeśli chce się jej używać do relaksu, pomaga granie w dwie osoby. 7 Cudów nie jest bowiem w pełni przystosowane do rozgrywki dwuosobowej i w wariancie takim pojawia się trzeci „gracz”, losowo dobierający karty i wprowadzający lekki zamęt czy też zwiększony czynnik losowy. Utrudnia to nieco granie przeciwko sobie, ale równocześnie czyni grę odrobinę przyjemniejszą jeśli akurat źle się czujesz i naprawdę, naprawdę nie masz ochoty na knucie przeciwko wszystkim dookoła (no dobrze, przeciwko dwóm osobom znajdującym się obok ciebie. Ale wciąż).

Dominion

dominion

Ach ten Dominion. Tak, ma już kilka lat i od czasu jego wydania zrobiono w karcianym świecie kilka ciekawych rzeczy – ale zawsze miło jest do niego wracać. I tylko jednym z powodów jest to, że to właśnie Dominion jest pierwszą grą, którą dostałam na własność. Grałam w nią setki razy, znam ją świetnie, większość ruchów to w tym momencie wyćwiczone reakcje i odpowiedzi na zagrania przeciwnika. Rozłożyć na stole karty do Dominiona to praktycznie jak zaprosić na herbatę starego znajomego. Znasz co prawda ogólny zarys tego, co się stanie/będzie powiedziane, ale w niczym nie zmienia to satysfakcji płynącej ze spotkania.

Sądzę, że mówiąc o graczach tak mocno do Dominiona przyzwyczajonych jak ja, nie sposób przecenić roli odegranej kilka lat temu przez Isotropic. Wyjaśnienie dla ludzi, którzy się na jego istnienie nie załapali: Isotropic był fantastyczną nieoficjalną wersją online Dominiona. Był zautomatyzowany i minimalistyczny i naprawdę niewiele było przyjemniejszych rzeczy niż usiąść po ciężkim dniu do kilku partyjek. Serwis wykształcił we mnie odruch grania w tę konkretną grę. Niestety, po otworzeniu oficjalnej wersji online Dominiona Isotropic został zamknięty – a nowa, ciężka graficznie i odpłatna (jeśli ma się chęć korzystać z dodatków) wersja nie wprowadza już tak cudownie do hobby. A szkoda.

Kingsburg

kingsburg

Dawne dzieje – znów jedna z moich pierwszych planszówek – ale wspominam ją wyjątkowo dobrze. Nic w sumie dziwnego, że pierwsze dobre doświadczenia z hobbystycznymi planszówkami pozostawiły w mojej świadomości gry, które po prostu przyjemnie się kojarzą. Nie inaczej jest w przypadku Kingsburga: prostej gry o przekupywaniu członków królewskiego dworu. Ale nie byłaby to gra zaliczana przeze mnie do relaksujących gdyby to przekupywanie odbywało się za pomocą zasobów zbieranych przez nas za pomocą dokładnie planowanej strategii. O nie. O dostępnej dla nas kwocie decyduje znany i powszechnie lubiany Rzut Kością. Ale nie narzekam – dzięki temu jest dynamicznie i całkiem przyjemnie, zamiast krwiożerczo i dramatycznie. (Choć odrobinę krwiożerczości się tam pojawia.) (Albo to ja gram z niewłaściwymi ludźmi.)

Nie gram tak często jak bym chciała: jakoś tak się złożyło, że Kingsburg zawsze jest od kogoś pożyczony i prędzej czy później zostaje wyrwany z moich rąk trzeba go oddać. Hm, w sumie to dlaczego ja nigdy go nie zakupiłam na własność? Trzeba będzie to zaniedbanie kiedyś naprawić.

Splendor

splendor

A na koniec coś nowego i modnego. Tej modzie się w gruncie rzeczy nie dziwię: Splendor jest łatwy do wytłumaczenia i zrozumienia, człowiek załapuje go dosyć szybko i nie ma problemów z tajnością, które nowym graczom potrafią mocno utrudniać zorientowanie się w tym, jak rozgrywka wygląda w praktyce. W Splendorze sprawa jest prosta: porównujesz kolory z tym, co jest akurat dostępne, potem spoglądasz na to, co inni gracze akurat posiadają – i podejmujesz decyzję. Jest w tym coś naprawdę odprężającego. No i robić to można choćby i spod tej ciężko uniesionej martwej powieki.

Gra jest poza tym tak pięknie wydana, że po prostu przyjemnie jest z nią obcować. Kolory, obrazki, porządne żetony – może to i małe rzeczy, ale pomagają poczuć na chwilę, że świat jest trochę lepszym miejscem, skoro wydawane bywają w nim ładne rzeczy. I za to też Splendor lubimy.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Kropki ulubione gry odprężające

  1. Pingback: Kropka Budowniczy, czyli 7 Cudów Świata: Babel | Kropka na planszy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s