Board Game Heaven 2015

Pod koniec ubiegłego tygodnia odbyło się Warszawie Pixel Heaven – festiwal poświęcony przede wszystkim grom retro i indie, w tym roku po raz pierwszy oferująca również blok gier planszowych, Board Game Heaven. Nie miałam niestety możliwości być na całej imprezie – choroba nie wybiera, piątek i sobota praktycznie zlały mi się w jedno – ale udało mi się zajrzeć na kilka godzin w niedzielę. Board Game Heaven, koordynowane przez twórców znanego wideobloga Board Game Girl (w wideorelacji migam kilkukrotnie jako Jedna Z Grających Osób, ha!), znajdowało się w dwóch salach, w których z pokazami swoich tytułów rozstawili się planszówkowi wydawcy. W sali głównej była z kolei tradycyjna możliwość zakupienia kilku gier. Sami zobaczcie, nie wyglądało to najgorzej, miła konwentowa atmosfera:

WP_20150927_14_42_10_Pro

Jak już zdarzyło mi się wspomnieć, bardzo lubię formę pokazów, pozwalającą bezstresowo wypróbować gry, którymi z jakiegoś powodu jestem zainteresowana. Łowy były owocne: w ciągu tych kilku godzin udało mi się zagrać aż w trzy gry.

Podczas zwiedzania imprezy najpierw trafiłam na grę znaną i popularną: Colt Express. Jest to prosta i w miarę krótka gra familijna ubrana w dekoracje z Dzikiego Zachodu, w której wcielamy się w konkurujących ze sobą rabusiów którzy obrali sobie za cel ten sam pociąg ze skarbem. Poruszamy się po składzie za pomocą jawnie i po kolei wykładanych kart akcji; jedna z nich w każdej rundzie jest jednak zagrywana potajemnie – nie możemy więc do końca wiedzieć co planują przeciwnicy.

WP_20150927_11_14_11_Pro

Dynamika gry jest bardzo szybka do załapania – przy założeniu, że podczas pierwszej rundy głównie uczymy się gry i jej zasad okazało się, że jest to w pełni wystarczające. W kolejnych rundach nie musiałam już prosić o poważniejsze wyjaśnienia i byłam w stanie planować moje zagrania (inna sprawa, że niewiele to dało, ale jest to fragment notki o wrażeniach, a nie o moich smutnych i nieco żałosnych umiejętnościach strategicznych). Ogólne wrażenie było bardzo pozytywne. Nie jest to ambitna gra, ale tytuły imprezowe nie mają przecież zmieniać naszego postrzegania gier, wszechświata i całej reszty. I Colt Express jest dokładnie tym typem gry imprezowej, który mi pasuje: proste zasady, szybka i dynamiczna rozgrywka angażująca graczy, wszystko ładnie wykonane i wizualizujące przebieg rozgrywki.

WP_20150927_11_21_56_Pro

Po zakończeniu gry w Colt Express nie było chwili oddechu: wraz ze znajomym, który odwiedzał ze mną Pixel Heaven, zostaliśmy natychmiast zgarnięci do sąsiedniego stołu, na którym rozłożona była Baronia. Tytuł wymagający zdecydowanie więcej myślenia strategicznego i cechujący się znacznie bardziej abstrakcyjną rozgrywką.

Grę zaczyna się od rozkładania planszy, składającej się z mniejszych kafelków. Nic nie wiedząc o zasadach, przez przypadek ułożyliśmy bardzo małą planszę, na której pierwotnie do jednego z obszarów w ogóle nie było bezpośredniego dostępu. Chwilę później, nie wiedząc również nic o zwyczajach graczy i znając zasady jedynie bardzo pobieżnie, stworzyliśmy początkowe ustawienie pionków zapewniające dość agresywną rozgrywkę – a przynajmniej tak twierdził tłumaczący grę, który na podsumowanie rozgrywki zdradził, że zazwyczaj ludzie w początkowym ustawieniu się jak najbardziej murują przed przeciwnikiem, a przynajmniej tak wynika z jego doświadczenia.

WP_20150927_12_15_11_Pro

Baronia opiera się na bardzo typowej mechanice area control: staramy się budować na kolejnych polach osady i rozwijać je w miasta, równocześnie atakując innych graczy i broniąc się przed ich atakami. Ciekawym elementem jest „blokowanie” obszarów. Po zajęciu nowego pola otrzymujemy płytkę z punktacją za nie – którą to płytkę musimy przekazać przeciwnikowi, jeśli pole zostanie przez niego podbite. Ale zanim to nastąpi możemy sprawić, że podbijanie będzie nieopłacalne: po zebraniu 15 punktów możemy zdecydować się na wydanie ich celem wskoczenia na wyższy poziom punktacji i przybliżenia końca gry.

Co prawda Baronia jest świeżą grą, ale aż się prosi o dodatki. Zwłaszcza urozmaicające i równocześnie porządkujące rozgrywkę scenariusze, na kształt tych ze Small World Realms. Dodatki ze specjalnymi zasadami czy konkretnym ułożeniem płytek wydają się być naturalnym etapem rozwoju takiej gry. Pewnie zdarzy mi się do niej wrócić, zwłaszcza przy okazji dodatków – nie odczuwam jednak potrzeby posiadania tej gry, jak na mój gust jest zbyt „sucha” i niestety nie zdołała zaczarować mnie pomimo tego. Ale partyjki raz na jakiś czas nie odmówię.

WP_20150927_12_43_59_Pro

Ostatnim tytułem, jaki udało mi się wypróbować, było polskie CV. Intrygowało mnie ono od czasu, kiedy znajoma zamachała mi przed nosem swoim nowo nabytym egzemplarzem i powiedziała, że nie rozumie jednej istotnej rzeczy w instrukcji. Nie pamiętam już, o co dokładnie wtedy chodziło, jednak od tego czasu grę kojarzyłam jako „tę, która wygląda sympatycznie, ale być może jest jakiś problem” i warto ją w związku z tym sprawdzić. Wciąż zresztą nie wiem, co to był za problem – tłumaczona przez Osobę, Która Wiedziała gra wydawała się całkiem nieźle działać.

Zasady nie są skomplikowane: CV jest grą karciano-kościaną, podczas której układamy „historię życia” naszej postaci i staramy się zrealizować jej sekretny cel (ja na przykład miałam być pracusiem, co łagodnie mówiąc nie do końca wyszło, gdyż już przy trzeciej karcie z dziedziny pracy udałam się na wcześniejszą emeryturę). Gra jest z gatunku lekkich, miłych i przyjemno-śmiesznych. Właśnie jej zabawna oprawa rekompensuje jej dużą losowość (łagodzoną trochę specjalnymi właściwościami dobieranych kart). Nawet jeśli kompletnie nam nic nie idzie, wszyscy mają po miliard kupionych kart, a my od lat wciąż biedujemy z pożerającymi mnóstwo pieniędzy bliźniakami – jest łatwo tworzyć historie i śmiać się ze swoich niepowodzeń.

WP_20150927_13_52_46_Pro

Podsumowując, Board Game Heaven było dla mnie udaną imprezą. Szczerze mówiąc, mniejszą niż się spodziewałam. Zaskoczył mnie trochę kompletny brak wypożyczalni, ale miało to w sumie sens – Board Game Heaven funkcjonowało jako nowy, eksperymentalny w sumie element imprezy, która poza tym z planszówkami nie miała nic wspólnego. Pokazy wydawców nigdy zresztą nie będą czymś, co krytykuję. Dają bowiem pewność, że zawsze znajdzie się ktoś znający zasady nowej dla nas gry i gotowy je wytłumaczyć. Ceną za to jest co prawda mniejszy wybór dostępnych tytułów, jednak formuła ta sprawdza się świetnie na imprezie, która nie jest z założenia dla fanów planszówek. (Oj, tak bardzo nie jest. Ciekawostka na koniec: podczas rozmowy z prasą jeden z organizatorów całego wydarzenia opisał blok planszówkowy jako przykład jednej z rzeczy, które mogą robić na Pixel Heaven dzieci. I choć duża część oferty gier na imprezie była rzeczywiście przygotowana pod rodziny z dziećmi – nie ma w sumie powodu, żeby nie było, wszak to duża część rynku – to trochę mnie zdziwił brak wspomnienia o planszówkach dla dorosłych graczy. Ciekawi mnie w związku z tym, w jakim kierunku będzie się w kolejnych latach rozwijać blok planszówkowy na Pixel Heaven – bo mam nadzieję, że pozostanie on częścią festiwalu.)

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Board Game Heaven 2015

  1. Pingback: 2015: podsumowanie roku | Kropka na planszy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s