Essen na odległość

spielofficial

A więc znów mamy początek października. Temperatury spadają, centralne ogrzewanie zaczyna działać, a cały świat planszówkowy robi się niezwykle monotematyczny, powtarzając cały czas tylko jedno słowo: Essen. Wydawcy, designerzy, gracze – kto tylko może, zdąża do Niemiec na targi Spiel. Natomiast ci, którzy nie mogą tam dotrzeć, uparcie i po wielokroć ogłaszają, że wcale nie są zazdrośni, a w ogóle to pewno wcale nie jest tak dobra zabawa jak wszyscy twierdzą – za zamkniętymi drzwiami oglądając wszystkie relacje, jakie tylko są w stanie znaleźć w internecie. Zjawisko to na pewno jest wszystkim dobrze znane, w jeszcze większym nasileniu można je obserwować co roku w lipcu, podczas Comic-Conu.

Nie ma mnie w tym roku w Essen. W sumie to do tej pory nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się odwiedzić Spiel, choć zdecydowanie znajdują się w planach na najbliższe lata (jest to zresztą plan o wiele bardziej prawdopodobny niż „kiedyś totalnie pojadę do San Diego na Comic-Con”). Ale obecność czy nie, każde święto danego hobby zobowiązuje do napisania o nim.

essenbiggercar

Panika wydawców przed Essen bywa rozczulająca. Przestaje jednak taka być gdy uświadomię sobie, że po pobycie na targach mogłabym pewnie się pod czymś takim podpisać. (klik)

Co może powiedzieć biedna osoba, której nie jest dane spędzać w tym momencie czterech dni w Niemczech? Owszem, traci wiele prawdopodobnie fajnych doświadczeń: możliwość osobistego wypróbowania najlepszych nowości (wszak okolice Essen to właśnie ten czas kiedy każdy szanujący się wydawca stara się wypuścić swoje najważniejsze tytuły), wystalkowania spotkania ulubionego twórcy gier i zdobycia jego autografu (oj no, nie patrzcie tak, mam słabość do tego typu pamiątek), czy też kupienia sterty planszówek zanim ostatnia racjonalna myśl zdoła przebić się do świadomości (mówić będzie zapewne coś w stylu „Jak niby wyobrażasz sobie transport tego do domu?”, gdyż wewnętrzne głosy rozsądku zazwyczaj są wredne). Nie oznacza to jednak, że z targów nie może wyciągnąć choć trochę radości, nawet jeśli jego jedynym oknem na Essen jest ekran komputera. Chce się przekonać, jak gra się w jeden z premierowych tytułów? Samodzielnie nie da rady, owszem – ale już pokazowe rozgrywki są na wyciągnięcie ręki. BoardGameGeek pozdrawia. Żądzę wysłuchania wywiadów z twórcami i wydawcami może zaspokoić wideorelacjami. A jeśli ma ochotę na coś bardziej tradycyjnego? Na wyciągnięcie ręki czekają galerie, zarówno z polskich, jak i zagranicznych stron, przedstawiające najnowsze zdjęcia z planszówkowej Mekki.

Nie będę się przyznawać, ile czasu spędzam nad wszystkimi wymienionymi rzeczami, ale powiem za to, że czas ten zdecydowanie zwiększa poziom planszówkowego zadowolenia i zmniejsza moją zazdrość względem osób obecnych na imprezie. Nie będę się przyznawać, ile czasu spędzam nad wszystkimi wymienionymi rzeczami, ale powiem za to, że czas ten zdecydowanie zwiększa poziom planszówkowego zadowolenia i zmniejsza moją zazdrość względem osób obecnych na imprezie. Prawdę mówiąc, śledząc pojawiające się w internecie relacje na bieżąco, prawdopodobnie wyciągam z Essen o wiele więcej informacji niż byłabym w stanie zrobić to na miejscu. Doświadczenie wyniesione z dużych imprez uczy, że do większości ciekawych pokazów nie sposób się dopchać, trzeba wybierać pomiędzy trzema równocześnie odbywającymi punktami programu, a niezależnie od tego jak uważnie studiujemy dostępne informacje i jak dokładny plan imprezy stworzymy – i tak po powrocie do domu dowiemy się, że salę dalej rozgrywało się najbardziej ekscytujące wydarzenie festiwalu. A tak: ktoś inny wykonuje za ciebie najgorszą robotę i jeszcze dostarcza relację na odległość jednego kliknięcia myszką.

essencatan

No niestety, w tym roku stoliki zajmą inni. (klik)

Jednak najbardziej cieszy mnie inna rzecz związana z tym, że znów na Essen nie dotarłam: przemyślane zakupy. Mogę spokojnie obejrzeć prezentacje interesujących mnie tytułów. Sprawdzić dostępne na ich temat informacje. Zorientować się, czy i kiedy wyjdą w Polsce. Nie ogołocić mojego konta w banku spontanicznym kupowaniem rzeczy, które w atmosferze planszówkowego święta wydają się strasznie fajne, ale po powrocie do domu okazuje się, że mają zerowe replay value, instrukcja ogranicza się praktycznie tylko do stwierdzenia, że gra istnieje, a karty zaczynają się rozpadać od samego podmuchu powietrza. Owszem, będąc na Essen mogłabym rozbudować moją kolekcję o gry, które w Polsce dość trudno będzie dostać. Gry, do których normalnie pewnie bym się nie zbliżyła, ale niech tam, raz się żyje, a z takiego wydarzenia przecież trzeba przywieźć coś poza oczywistościami. Zamiast tego mam zupełnie inne doświadczenie: zwykły plik Worda ze spisem ciekawych tytułów i dopisywanymi do nich na bieżąco krótkimi komentarzami. Na tej podstawie stworzę sobie listę kilku planszówek, na które będę w nadchodzącym czasie polować. I też będzie dobrze.

essenwyprzedane

W sumie to o co zakład, że trafiałabym głównie na taki obrazek? (klik)

W ogóle to wiecie co? Bardzo się cieszę, że mamy już rok 2015 i wszystkie udogodnienia z nim związane. Zwłaszcza wtedy, gdy nie mogę pojawić się na Spiel czy innym Comic-Conie, przypominam sobie jak uwielbiam żyć w 2015 z jego ciągotami do transmitowania na żywo wszystkiego. Pochodzę z niewystarczająco komputerowej rodziny żeby pamiętać początki internetu w Polsce. Na dobre podłączyłam się do Sieci w początkach 2001 roku i dzięki temu świetnie pamiętam rzeczy takie jak koszmarnie wolne połączenia blokujące linię telefoniczną (i zupełnie przypadkowo nabijające rodzicom 600 zł rachunku…) oraz brak YouTube’a, a przez to również brak możliwości oglądania plików wideo niepoprzedzonego kilkoma godzinami ściągania. Brr. Nigdy więcej.

Owszem, nie jestem w stanie odtworzyć klimatu ogromnej imprezy w moim pokoju (mimo tego, że jest całkiem przestronny, nie ukrywam). Ale mając laptop, internet i odrobinę wolnego czasu mogę spokojnie uczestniczyć w większości tego typu wydarzeń – czyli takich, które stały się za duże żeby spontanicznie nie generować w internecie wielu gigabajtów relacji i transmisji. W końcu to również są rzeczy budujące znaczenie każdego dużego hobbystycznego wydarzenia. Kiedyś pojadę. Na razie jestem częścią siedzącego w domach, lecz entuzjastycznego i zainteresowanego tłumu sprawiającego, że Essen jest aż tak ważną i wyczekiwaną w planszówkowej kulturze imprezą. I naprawdę nie jest mi z tym najgorzej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s