Unagi albo impresja o trivia games

Jest sobie taki typ gier, do którego zbliżam się jedynie w szczególnych przypadkach. Jak druga osoba naprawdę, ale to naprawdę chce w nie zagrać. Jak dookoła wszystko jest zajęte i trzeba znaleźć sposób na niezobowiązujące spędzenie czasu. Jak przypadkiem trafiam na wieczór do spokojnej, acz wysoce stereotypowej planszówkowo rodziny i jedynymi alternatywami są Monopoly i Scrabble (moją sympatię do tych tytułów wyrażam nazywając je zdrobniale Dżumą i Cholerą). O jakie gry chodzi? Ano, o wszelkiego rodzaju quizy.

TrivialPursuit

Nie chodzi tutaj nawet do końca o to, że wiedzówek zwyczajnie nie lubię, to by było za proste – wtedy po prostu w momencie pojawienia się propozycji partyjki zwyczajnie bym odmawiała. Ale jakiś czas temu z zaskoczeniem odkryłam, że jestem w stanie dobrze się bawić przy quizach i przez to nie mogę już z przekonaniem twierdzić, że mi z nimi nie po drodze. Wciąż jednak mój stosunek do quizów podpada pod kategorię „uprzejme zainteresowanie” – bardziej niż samymi grami, jestem zaciekawiona sposobem odbierania przez ludzi gier quizowych. Czy naprawdę głównym celem dla niektórych osób bywa lekkie poczucie wyższości z powodu skojarzenia jakiegoś mało znanego faktu? Czy udowadnianie własnej niewiedzy naprawdę bywa przyjemne? Czy alternatywną odpowiedzią na wszystko zawsze jest „unagi”?

Ale dlaczego w sumie nie lubiłam wiedzówek, wszak w większości to gry w miarę nieszkodliwe? (O ile nie podadzą ludziom błędnych informacji na temat mało znanego faktu. Wtedy bywają bardzo szkodliwe.) Po pierwsze: nie znoszę się mylić. W tym momencie jest już lepiej niż kiedyś było – w większości przypadków wzruszam ramionami i obracam to w żart – ale przyjemne to wciąż nie jest. Należę przy tym do osób, które podczas rozmowy będą bardziej skłonne do kiwania głową, uważnego zapamiętywania czego dokładnie nie wie i prywatnego doedukowywania się chwilę później. Ogłaszanie wszystkim dookoła, że nie wiem jakiejś prostej rzeczy? Wbrew mojej naturze. Po drugie: okres dzieciństwa. W latach dawnych i zaszłych już we wspomnieniach mgłą zdarzało mi się co jakiś czas natknąć na grę quizową – to w końcu ten rodzaj planszówek, który jakimś cudem zawsze wydaje się magicznie pojawiać w domach z dziećmi. Opisane powyżej cechy charakteru miałam już wyrobione, do tego podczas rozgrywki dochodziła presja pod hasłem „jak to nie wiesz? Do lekcji, leniu!”. Powiem wam, że nie sprzyjało to polubieniu tego typu rozrywki.

Jakiś czas po tym jak zaczęłam na dobre przygodę z hobbystycznymi planszówkami, znajomy zaczął mi opowiadać o Faunie. Starając się w minimalny sposób akcentować wiedzowy aspekt gry, zdołał przekonać mnie do niej do tego stopnia, że gdy udało nam się dorwać ją w wypożyczalni na jakimś konwencie, autentycznie się z tego ucieszyłam. Dla tych, którzy z grą nie mieli kontaktu: Fauna polega na zgadywaniu informacji na temat zwierząt. Gracze obstawiają zakres ich wagi, długości, wysokości, długości ogona oraz to, w jakim regionie dane zwierzę występuje. Bardzo istotna jest tutaj kolejność graczy, gdyż podczas zgadywania jednego pola nie mogą obstawić równocześnie dwie osoby. Tak więc kto pierwszy ten lepszy, a kto ostatni ten musi ze smutkiem twierdzić, że szczurom naprawdę zdarza się osiągać sześć metrów długości.

Fauna

Lekka i bardzo przyjemna Fauna zdołała osiągnąć sukces tam, gdzie poległa nawet Trivial Pursuit w wersji na Nintendo Wii: pokazała mi na czym polega zabawa w przypadku wiedzówek. Nie chodzi tutaj o pokazanie zakresu swojej wspaniałej wiedzy – ale to właśnie niewiedzą mamy się chwalić. Kluczem do odbioru gry quizowej (zwłaszcza gdy jest to wymagająca bezpośredniego kontaktu planszówka lub karcianka) jest załapanie schematów rządzących rozgrywką. Prawidłowe trafienie jest co prawda przyjemne dla osoby odpowiadającej, ale najlepiej atmosferę przy stoliku potrafią rozruszać właśnie wpadki w stylu sześciometrowych szczurów-mutantów. Nie tyle chodzi o cieszenie się ze swojej własnej wiedzy, lecz o wspólne śmianie się z niewiedzy. Jak dowiedziałam się kilka tygodni temu przy okazji innej wiedzówki: zamiast podłamywać się swoimi brakami, czasem najlepiej jest po prostu unieść ręce do góry i zakrzyknąć, że co prawda nie znasz odpowiedzi, ale na pewno brzmi „unagi”. Niby proste, a tyle lat nie potrafiłam tego zrozumieć.

Więc wiecie. Uczcie się dzielnie, ale w razie czego – nic nie jest stracone. Zawsze pozostaje unagi.

Unagi

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s