Z kroniki dziwnych pomysłów: Nuns on the Run

nunsontherun

Czasem trafia się na grę, w którą po prostu trzeba zagrać. Niekoniecznie dlatego, że jest szczególnie znana czy wybitna. Nie ma znaczenia czy jest prosta i krótka, czy też tak skomplikowana, że będziecie grać do kolacji następnego wieczoru. Jakość mechaniki również się w tym konkretnym przypadku nie liczy – najwyżej nie wrócicie do tytułu. Ale zagrać chociaż raz po prostu trzeba. Chodzi o temat: dziwny, niespodziewany i przyciągający uwagę. Chcesz się dowiedzieć, jak to może działać. Chcesz być w stanie rzucić kiedyś w rozmowie ciekawostką, że grałeś w Coś Takiego. Na pewno choć raz was coś takiego spotkało.

Dzisiaj wspominam właśnie taką grę. W Nuns on the Run grałam niewiele, co przyznaję od razu – ale tematyka gry kompletnie mnie rozbraja nawet po latach. Sami zresztą powiedzcie: jak się oprzeć grze, której tagline brzmi „Naughty Novices Dodging Discovery”?

Jak łatwo się z podanych już informacji domyślić, Nuns on the Run to gra planszowa dotykająca tematyki ciężkiej doli nowicjuszek w zakonie. Biedne dziewczęta mają różnorodne problemy. Mogą po prostu cierpieć na bezsenność, mogą też być bohaterkami romantycznej powieści i całymi dniami czekać na list od znajdującego się poza murami zakonu ukochanego – nie mnie tutaj oceniać ich sytuację. Niezależnie od tego, czy nocne zajęcia młodych nowicjuszek pochwalamy czy nie, naszym zadaniem jest bezpieczne przeprowadzenie przydzielonych nam postaci przez puste i mroczne korytarze pogrążonego we śnie zakonu, aby udało im się zdobyć to, czego akurat pragną ich serca. O ile oczywiście nie wybraliśmy ciemnej strony Mocy i nie zdecydowaliśmy się wcielić w złe strażniczki bez chwili wytchnienia patrolujące wspomniane korytarze w poszukiwaniu dziewcząt nielegalnie przebywających poza swoimi celami.

Przykładowe karty Potajemnych Życzeń, za którymi nasze młode bohaterki przemierzają nocami długie samotne kilometry (klik)

Przykładowe karty Tajemnych Życzeń, za którymi nasze młode bohaterki przemierzają nocami długie samotne kilometry (klik)

W grze może brać udział od 2 do 8 graczy. Jeden z nich (lub dwóch – w sytuacji, w której mamy pełen ośmioosobowy skład) kontroluje dwie strażniczki, pozostali gracze otrzymują po nowicjuszce. Każda nowicjuszka losuje kartę Tajemnego Życzenia, otrzymując w ten sposób wytyczne dotyczące swojego celu – wygra ta, której jako pierwszej uda się upragniony przedmiot zdobyć i niezauważonej powrócić do swojej celi. Strażniczki tymczasem starają się uniemożliwić realizację tych planów – i wygrywają, jeśli złapią nowicjuszki na nocnych spacerach tyle razy, ilu jest graczy lub jeśli do końca 15. rundy nikomu nie uda się wrócić do celi ze swoją zdobyczą.

Interakcji w grę wpisanej jest niewiele. A szkoda, bo lubię mieć pretekst do dotyczących gry rozmów z osobami siedzącymi przy stole. Można co prawda teoretyzować na głos, gdzie ktoś może przebywać, ale a) to rozprasza, b) jest pozbawione większego sensu. Większość graczy usiłuje bowiem utrzymać swoje ruchy w sekrecie, średnio ich też obchodzi to, gdzie znajdują się inne nowicjuszki – nie można sobie w końcu nawzajem przeszkadzać, nie ma więc powodu aby się zbytnio przejmować tym, gdzie akurat są inni. (O ile właśnie nie ogłosili, że wygrali – ale wtedy prawdziwa akcja przenosi się poza planszę, do pomieszczenia, w którym właśnie komuś gratulujemy/obrażamy się na niego na wieki.) Jedynymi postaciami, których ruch jest w każdym momencie gry jawny, są dwie przełożone. Biorąc jednak pod uwagę, że w większości przypadków postaciami tymi kieruje jedna osoba – wiele okazji do pogadania to też nie kreuje. Ten typ gier jednak lepiej działa przy odwróconych proporcjach graczy jawnych/tajnych. I tak: Nuns on the Run jest całkiem sympatyczne raz na jakiś czas, nigdy jednak jakiegoś szczególnego miejsca w moim sercu nie zdobyło.

Przeciwniczki dzielnych nowicjuszek szykujące się na swój patrol (klik)

Przeciwniczki dzielnych nowicjuszek szykujące się na swój patrol (klik)

Mimo wszystko, do wspomnienia z powodu tematyki gra nadaje się idealnie. W warstwie tematycznej Nuns on the Run radośnie i pełnymi garściami korzysta z kulturowych obrazów i stereotypów kojarzonych z sytuacją, w której zamykamy gdzieś grupę młodych, ciekawych życia ludzi, stawiając im dużo zakazów. I bardzo uważnie nie używam tutaj słów „klasztor” czy „zakonnice” – gra bowiem równie dobrze (o ile nawet nie lepiej) by się wpisała w realia szkoły z internatem. Pomysł na grę, w której możemy wcielić się w grupę młodych ludzi robiących pod osłoną nocy zakazane rzeczy, działa dobrze. Nasze czytelniczo-życiowe doświadczenia od razu podpowiadają, czego oczekiwać i wypełniają luki (naprawdę bowiem nie wierzę, że ktokolwiek, kto wylosuje kartę „Moja kandydatka na zakonnicę pragnie wydobyć ze skrytki w ogrodowej bramie list od swojego kochanka” nie dopisze sobie do tego nawet najkrótszego wyjaśnienia). Gdyby jeszcze tylko sama gra była tak dobra i zabawna jak jej temat. Ech.

Mam też pewne wątpliwości dotyczące intencji niektórych nowicjuszek... (klik)

Wciąż mam też pewne wątpliwości dotyczące intencji niektórych nowicjuszek. A w sumie to i charakteru całego zakonu. (klik)

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Z kroniki dziwnych pomysłów: Nuns on the Run

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s