Mam instrukcję i nie zawaham się jej użyć

instrukcje

Prawdopodobnie zamiast pisać tę notkę, powinnam zgłębiać tajniki długiej instrukcji do skomplikowanej planszówki, na rozgrywkę w którą jestem umówiona jutro. Byłoby to mądrzejsze – zwłaszcza, że za mną dopiero połowa instrukcji, a już odkryłam, że to, co jest w niej napisane, a to, co pamiętam to praktycznie zbiory rozłączne. Mimo wszystko warto skorzystać z okazji, aby powiedzieć kilka słów o pewnej roli, która przy graniu w planszówkę zawsze powinna komuś przypaść (bo jeśli nie przypadnie – to mamy dość spory problem). Mianowicie o Graczu z Instrukcją.

Niektórzy czują się w tej roli fantastycznie, gotowi są w każdym momencie rozwiązać Słowem Instrukcji jakikolwiek spór, a jeśli coś pozostaje niejasne, to w ok. 20 sekund znajdą odpowiedź na wątpliwości gdzieś na Board Game Geeku. Inni (np. ja) wręcz przeciwnie: roli tej nie znoszą i zazwyczaj nie zawahają się przed jakąkolwiek mroczną sztuczką, która sprawi, że będą mogli odsunąć tę odpowiedzialność od siebie. A równocześnie pełni są głębokiego szacunku dla tych pierwszych – zdają sobie bowiem sprawę, jak trudna, a jednocześnie ważna dla udanej rozgrywki jest rola Ogarniacza Instrukcji.

Hm, w sumie taki Alan Rickman mógłby zostać Ogarniaczem Instrukcji. Stylowym Ogarniaczem Instrukcji.

Hm, w sumie taki Alan Rickman mógłby zostać Ogarniaczem Instrukcji. Stylowym Ogarniaczem Instrukcji.

Ale w sumie to dlaczego te instrukcje są aż tak ważne? Wszak planszówka to nie gra komputerowa, gdzie możliwości działania są jednak w dość wyraźny sposób ograniczone (upraszczam i wiem o tym – ale i zaznaczam, aby nikt przez to nagle nie posmutniał). Nic nas przecież nie powstrzymuje przed zmianą zasad, jeśli tylko mamy na to komponenty – a może nawet i bez nich, przecież to wszystko jest głównie kwestią umowy pomiędzy graczami. Różne warianty, zarówno te oficjalne, jak i dostępne w internecie, również nie sprzyjają postrzeganiu zasad gry planszowej jako czegoś stałego i niezmiennego.

Moje podejście do tych spraw jest dość konserwatywne: zmiany i warianty są mile widziane, gdyż urozmaicają rozgrywkę – jednak dopiero po dobrym poznaniu zasad pierwotnych. Nikt przy stole nie jest w stanie powiedzieć, co dokładnie zmienia jakieś rozszerzenie i dlaczego to robi? Nie jest to dobry znak dla rozgrywki. Nikt z graczy w sumie nigdy nie miał w ręku instrukcji do danej planszówki, ale przecież mu ją wielokrotnie tłumaczono? Jeśli gra jest bardziej skomplikowana niż chińczyk – uciekajcie. Jest ważny powód, dla którego nie określam moich wrażeń z gier pokazywanych na konwentach mianem recenzji: można co prawda cieszyć się rozgrywką według zasad tłumaczonych przez kogoś innego, ale nie da się dobrze poznać gry bez samodzielnej lektury instrukcji. Nic przecież dziwnego, że bardzo często przy pokazach konwentowych osoba tłumacząca oferuje, że dołączy do rozgrywki – według wszelkiego prawdopodobieństwa, i tak będzie przywoływana do pomocy przy najmniejszych wątpliwościach.

Brak Gracza z Instrukcją czyni rozgrywkę w niewygodny sposób uzależnioną od obecności (i kompetencji) osoby tłumaczącej. Gracz z Instrukcją, Której Nie Zna Zbyt Dobrze prowadzi z kolei do jednego z dwóch scenariuszy:

a) mało płynnej rozgrywki, co chwila zatrzymywanej przez wertowanie grubej książeczki;

b) rozgrywki śmiało odbiegającej od ustalonych zasad, zazwyczaj koszmarnie utrudnionej lub zaskakująco ułatwionej.

Jon Stewart z kolei mógłby w ogóle nic nie ogarniać i nie miałabym nic przeciwko.

Jon Stewart z kolei mógłby w ogóle nic nie ogarniać i nie miałabym nic przeciwko.

O ile opcja B bywa dość sympatyczna (ostatnio musiałam przewodzić spontanicznej grze w Arkham Horror, bez czasu na przypomnienie sobie dokładnych zasad. Skończyło się to trochę zbyt łatwą grą, ale absolutnie jej nie żałuję – była zabawa, był klimat, było dobrze), jednak zgodnie z moim sposobem widzenia gier planszowych powinna być raczej wypadkiem przy pracy niż regułą. Gdy sięgam bowiem po nową grę, mam świadomość, że poznaję tytuł przez kogoś specjalnie przygotowywany i dopieszczany. (Lub nie, ale nie mówmy o tym, proszę.) Chcę poznać jego wizję, chcę przekonać się, czy działa. I nie uważam tego za stratę czasu nawet wtedy, gdy wersja podstawowa gry jest słabsza lub niedopracowana. Mocno przypomina to moje podejście do fanfików: zanim zacznę czyjąś twórczość modyfikować, wolę poświęcić chwilę na porządne zapoznanie się z nią, niezależnie od jej jakości. Tak samo zresztą zanim zacznę czytać fanfiki testować warianty opracowane przez innych – lubię być w stanie odnieść się w mojej ocenie do wersji pierwotnej.

Gracz z Instrukcją pełni niesamowicie ważną rolę przy grze planszowej i chyba to mnie najbardziej w byciu taką osobą onieśmiela. Wywierasz naprawdę wielki wpływ na grę: od sposobu, w jaki przedstawisz temat i zasady w dużej mierze zależy odbiór i zabawa reszty graczy. Od stopnia twojego opanowania instrukcji zależy to, czy podczas rozstrzygania wątpliwości inne osoby będą w stanie iść na zakupy i ugotować kilka posiłków. Wreszcie: to ty stajesz się strażnikiem stopnia zgodności rozgrywki z zasadami i w pewnym sensie przejmujesz odpowiedzialność za to, żeby jakiekolwiek spontaniczne zmiany miały sens.

Naprawdę, trzymajcie za mnie jutro kciuki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s