Rozszerzanie perspektyw, czyli dlaczego nie zawsze lubię dodatki

talismanexpansions

(zdjęcie stąd – klik)

Obawiam się, że jeśli nie będę uważać, może się okazać, że większość moich historii będzie się zaczynać od słów „Kiedyś oglądałam/grałam w BSG…”. Jestem winna bycia fanką serialu, tak – ale i planszówka była swego czasu chyba najbardziej ogrywaną w moim towarzystwie. Ale ma być o czymś konkretnym. W Battlestar Galactica od samego początku grałam z dodatkiem Exodus – stał się on dla mnie nieodłączną częścią gry i kiedy rozegrałam moją pierwszą partię w samą podstawkę, byłam w głębokim szoku. Ostatnio miałam z kolei okazję spotkać osobę, której historia z tą grą przebiegła dokładnie na odwrót. Potrzeba ostrego bronienia i tłumaczenia każdej wprowadzanej przez Exodus względem podstawki zmiany wprawiła mnie w niezłe zdumienie. Ale z perspektywy czasu stwierdzam, że nie było w tym spięciu nic dziwnego. Koniec końców – każde z nas znało i uwielbiało trochę inną grę i jej właśnie broniło.

Mój stosunek do różnego rodzaju dodatków do gier jest ambiwalentny. Bo jasne, z punktu widzenia wydawcy korzyści z rozszerzania popularnych tytułów wydają się być oczywiste. Klienci mogą po raz kolejny wydać pieniądze na znany już im produkt (daruję sobie jakiekolwiek możliwe złośliwe komentarze odnośnie łatwości tworzenia dodatków, bo w takich kwestiach jestem niepoprawną optymistką i zakładam, że wkłada się w nie porównywalną ilość pracy co w wersje podstawowe). Jeśli coś umknęło naszej uwadze wcześniej, zwyczaj wydawania dodatków pozwala na naprawienie przynajmniej części błędów. Można też wydać coś prostego – więcej kart czy ras – i zwiększyć regrywalność danego tytułu, a przez to mocniej związać ze sobą klientów. Wreszcie: czasem za pomocą dodatków możemy rozszerzyć grupę docelowych odbiorców gry. Bo skoro mamy już coś o relatywnie prostej mechanice, która łatwo i logicznie może być rozbudowana – to w sumie czemu tego nie zrobić i nie uczynić tytułu bardziej atrakcyjnym dla zaawansowanych graczy?

Tutaj wszystko jest proste i jak najbardziej ma sens. Jednak jako gracz dodatki nie do końca lubię – a na pewno nie odczuwam potrzeby kompulsywnego kupowania wszystkich jak leci, tylko dlatego, że akurat posiadam daną grę. Powiem więcej: w przypadku rozszerzeń występuje kilkukrotnie wyższe prawdopodobieństwo niż przy podstawkach, że przeszukam internet od jednego do drugiego końca aby znaleźć jak najwięcej recenzji. Bo chcę wiedzieć, czy naprawdę dodadzą do rozgrywki coś nowego, ciekawego i działającego – czy też będą to de facto dwie plastikowe figurki za 120 zł (w sumie to bardzo ładne plastikowe figurki, ale – naprawdę???). Owszem, fajnie by też było, jakby naprawiały te ewentualne błędy lub po prostu zwiększały liczbę znanych już elementów. Bardzo chętnie wiążę się z wydawnictwami jeśli dają mi do tego powody wysokiej jakości wyrobami.

Nie lubię natomiast dodatków, które są bardzo wyraźnie zaplanowane już w momencie tworzenia gry podstawowej – jeśli brak czegoś lub niepełne działanie jakiejś mechaniki jest odczuwalne już podczas zwykłej rozgrywki. Zjawisko „rozszerzeń do rozszerzeń” również znajduje się na mojej liście Kropki Nienawiści (naprawdę, naprawdę nie dało się tego zrobić dobrze za pierwszym razem?), tak zresztą jak i zbyt wielka ich liczba (jeśli na pełne doświadczenie musiałabym wydać ponad 1000 zł, to robi się dość dziwnie, nie powiem).

Ale jeśli rozszerzenie jest zrobione tak dobrze, jak to z przykładu w pierwszym akapicie, z sensownymi pomysłami i modyfikujące grę do tego stopnia, że wybór „z Exodusem czy nie” naprawdę mocno wpływa na rozgrywkę? Dajcie mi to jak najszybciej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s