O małych irytacjach

scarsurrounded

Czy też tak macie, że czasem patrzycie na swoją planszówką półkę, otwieracie nową grę lub skończyliście właśnie koszulkowanie około miliarda kart  – i zamiast jakiegoś fajnego, pozytywnego uczucia ogarnia was ogromna fala irytacji na coś w gruncie rzeczy nieistotnego? Potrafię wymienić kilka takich rzeczy: nie są na tyle złe, żeby od jakiejkolwiek gry mnie odrzucić, jednak ich występowanie jest na tyle częste, że zaczęło jednak zasługiwać na poirytowane westchnienie (które absolutnie nie jest skierowane w stronę ewentualnych osób towarzyszących, lecz zawsze trzeba dopowiadać „wybacz, to nie ty – to planszówka”). Co to więc za rzeczy tak bardzo mi przeszkadzają?

1. Kiedy próbuję sensownie ułożyć planszówki i przekonuję się, że takie fanaberie były możliwe jak posiadałam jedynie Dominiona i Arkham Horror. Owszem, istnieje problem różnic w rozmiarach gier – dlatego też widzę potrzebę istnienia kilku rozmiarów opakowań – jednak absolutnie nie tłumaczy to zjawisk takich jak „pudełko centymetr większe od standardowego, żeby było dobrze widać jak specjalni jesteśmy” czy „pudełko prostokątne i zaskakująco grube, BO TAK”. Ostatnio podjęłam kolejną próbę uporządkowania półki. Wyniki przewidywalne: mnóstwo różnych kształtów i rozmiarów pudełek, zero możliwości sensownego wykorzystaniamuejsca, a ja siedzę i zastanawiam się, jak przekonać UE do wydania jakiejś dyrektywy dotyczącej standaryzacji kształtu i wielkości planszówkiwych opakowań.

2. Kiedy otwieram pudełko i widzę wypraskę wykonaną według założeń szkoły FFG: tracimy jak najwięcej miejsca i nie wierzymy w głupoty takie jak miejsce na elementy. Już na tym etapie jestem w stanie przewidzieć, że próby współpracy z taką wypraską skończą się bezsilnym płaczem i zakończeniem przez nią żywota w koszu na makulaturę – jednak spróbuję tego i tak, ponieważ nigdy nie uczę się na błędach.

Wiem, było - ale tak wygląda ostateczny efekt prób prowadzenia negocjacji z wypraskami FFG.

Wiem, było – ale tak wygląda ostateczny efekt prób prowadzenia negocjacji z wypraskami FFG.

3. Kiedy pakuję w koszulki 100+ kart, pozwalam ponieść się głupiemu optymizmowi i sprawdzam, czy aby na pewno nie pomieszczą się w dotychczasowej wyprasce. Ale nie, nie ma tak łatwo. Czasem karty po prostu nie pasują. Czasem nowa grubość stosu powoduje, że karty rozrzucane są po całym pudełku przy najmniejszym nawet ruchu. Czasem jednak, gdy trafia się wyjątkowo złośliwa wypraska, udaje mi się wcisnąć w odpowiednie miejsce prawie wszystkie karty – z wyjątkiem jednej czy dwóch (co jednak – umówmy się – robi pewną różnicę).

4. A tak w temacie: o co chodzi z projektowaniem miejsca na włożenie kart bez przewidzenia wycięcia pozwalającego rzeczone karty bezproblemowo wyjąć? Teoretycznie jeszcze rozumiem karcianki w maleńkich opakowaniach, które mogę po prostu wywrócić do góry nogami (nie jest to co prawda moja preferowana metoda uzyskiwania dostępu do kart, ale rozumiem ograniczone miejsce). Ale gdy coś takiego widzę w standardowej wielkości planszówce, to naprawdę zaczynam się zastanawiać gdzie zmierza ludzkość jeśli zaczyna miewać takie pomysły. I cieszę się, że mam paznokcie pozwalające na podważenie nieszczęsnej karty.

5. Kiedy nie mogę stworzyć osobnych zestawów startowych do każdego gracza, gdyż znajdują się w nich nie tylko przeróżne znaczniki i elementy, lecz również (o horrorze!) karty. A przecież nie wrzucę do jednego woreczka z trójwymiarowymi elementami biednych kart, żeby się zniszczyły. Niezależnie od tego, jakie opowieści mogą o mnie krążyć  – nie jestem aż takim potworem.

zlezlo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s