Kropkowe kryteria doboru prezentów planszówkowych

meeplechristmas

Wiem, wiem. Wszędzie zatrzęsienie tematycznych notek. Dawno temu przekroczyły już poziom wyskakiwania z lodówki; w tym momencie śpią już w naszych łóżkach, używają naszych szczoteczek do zębów i dopytują, dlaczego w mieszkaniu nie ma nic do jedzenia. Niestety, okres okołoświąteczny ma to do siebie, że daje mnóstwo natchnienia. Wszyscy skupiają się na przygotowaniach do dni definiowanych dla większości populacji przez populacji przez podobne punkty odniesienia: wolne od pracy (nawet jeśli akurat w niej siedzimy), mnóstwo jedzenia (nawet jeśli nasz posiłek świąteczny składa się z sushi i/lub paczki chipsów), spędzanie czasu z rodziną (nawet jeśli w ramach unikania tego punktu programu zapobiegliwie zgłosiliśmy się osiem miesięcy wcześniej na wolontariat w Indiach). No i oczywiście prezenty – nawet jeśli mamy swoje opinie na temat ich dawania i otrzymywania.

Święta już za kilka dni, nic więc dziwnego, że temat prezentów powraca w większości rozmów. Sporo myślałam też o kupowaniu ludziom planszówek – i jakoś tak, od jednej rozmowy do drugiej, zdołałam określić moje przekonania dotyczące planszówki jako prezentu. Czemu więc nie spisać ich właśnie przed świętami?

Nie lubię dawać rozszerzeń jako prezentów

Czy ktoś jeszcze podziela moją niechęć do kart podarunkowych? Bywają momenty kiedy takowe są niezłą opcją, jednak jako osoba bardzo przywiązująca się do rzeczy zdecydowanie wolę coś, nad czego wyborem darczyńca pomyślał. Nawet jeśli to myślenie trwało mniej niż trzy minuty.

Kupowanie dodatku do gry planszowej posiadanej już przez obdarowywanego znajduje się dla mnie w podobnej kategorii co te nieszczęsne karty. Jeśli zostanę o to wprost poproszona – to jasne, czemu nie – w końcu prezenty mają sprawiać przyjemność. Ale sprezentowanie rozszerzenia z własnej inicjatywy uważam za pójście na łatwiznę. Z jednej strony: jest to gotowy prezent, kombinować nie trzeba, na pewno się spodoba. Z drugiej: niczym obdarowywanego nie ma szansy zaskoczyć, radocha z niego będzie bardziej przedłużeniem przyjemności płynącej z gry podstawowej. W takich kwestiach jestem jednak mocno egocentryczna: chcę żeby ludzie mieli szansę kojarzyć ze mną prezenty, które ode mnie otrzymali.

Kupowanie ludziom tego, w co sama chcę zagrać, bywa Bardzo Złym Pomysłem

O ile nie znasz kogoś bardzo, bardzo dobrze. Na przykład nie jestem w nim w związku, gdzie widujecie się codziennie. A nawet wtedy łatwo zapomnieć o ważnych szczegółach. I tak na przykład, ktoś, kto bardzo chce mieć w domu Martwą Zimę postanawia zakupić ją właśnie przy okazji świąt. Niby wszystko ok, wszak niejedna partia zostanie przy pomocy tego egzemplarza rozegrana. Ale radość z samego prezentu będzie jednak mniejsza niż oczekiwana, gdyż darczyńca zignorował mały głosik podpowiadający mu, że osoba, dla której prezent był przeznaczony, do gier kooperacyjnych zasiada głównie po to, żeby sprawić przyjemność innym. A ostatnio w sumie wspominała, że dawno nie grała w dobry tytuł ekonomiczny…

Zbyt łatwo wpaść w taką pułapkę – zawsze więc kilkukrotnie się zastanowię zanim kupię komuś grę, którą od dawna chciałam wypróbować.

Jeśli znam planszówkowe upodobania obdarowywanego, ranking BoardGameGeeka bywa niezastąpionym przyjacielem

Wiecie, TEN ranking. Jedyny, jaki się liczy. Nie wiesz za bardzo, co tym razem kupić danej osobie, ale często z nią grywasz, wiesz jakie ma growe preferencje i co znajduje się na jej regale z planszówkami? Nawet jeśli swoją wiedzę na temat jakiegoś typu gier już wyczerpałeś, możesz po prostu otworzyć odpowiednią listę rankingową BGG i przejrzeć ją od najwyższej pozycji. Prędzej czy później trafimy na coś odpowiedniego – i jest! Udany prezent! (A nawet jeśli nie w pełni udany, to interesujący obdarowanego).

Nigdy nie wątpię w moc najbardziej oczywistych planszówek wprowadzających

Przyznajcie, czasem macie serdecznie dość polecania komuś po raz kolejny Carcassonne, Osadników z Catanu czy Wsiąść do pociągu w odpowiedzi na pytanie o dobre gry wprowadzające do hobby dla Kogoś Kto Nigdy Nie Grał W Planszówki. Kiedyś na siłę próbowałam wymyślać coś oryginalnego, ale koniec końców poddałam się i stwierdziłam, że Znane Gry stały się Znanymi z jakiegoś powodu. Nie ma co się spieszyć, a już na pewno kiedy chodzi o osoby grające casualowo. Któreś z Casualowego Topu zawsze nas dopadnie i nie ma od tego ucieczki.

(Ostatnio się o tym przekonałam. Kuzynka, której głównym planszowym skojarzeniem jest właśnie Catan, poprosiła mnie o radę w kwestii kolejnej planszówki do kupienia. Udało mi się przekonać ją do K2, gra się spodobała, tłumy szaleją!

…parę miesięcy później odezwała się po raz kolejny, prosząc o coś bardziej niezobowiązującego, do piwa ze znajomymi. Od polecenia Carcassonne uciec się nie dało). (Choć tego nie żałuję).

Czasem chodzi nie tylko o jakość gry

Owszem, nie zaprzeczę, dobra zabawa jest zawsze pożądanym skutkiem posiadania nowej planszówki. Nie jest jednak niewybaczalnym grzechem niepotraktowanie tego jako najistotniejszego kryterium przy zakupie prezentu; myślę, że planszówki równie dobrze jak inne przedmioty potrafią pełnić rolę podarunku sentymentalnego. Można kupić coś trochę słabszego czy kompletnie nam nieznanego ze względu na logo na pudełku. Czy też zdecydować się na zakup planszówki jako przede wszystkim pamiątki, nawiązania do czegoś z przeszłości.

W sierpniu tego roku poleciałam do Wielkiej Brytanii spotkać się z grupą pochodzących stamtąd bliskich przyjaciółek – bliskich pomimo tego, że ostatni raz wszystkie spotkałyśmy się pięć lat wcześniej. Wiedziałam, że jedna z nich zdążyła od tego czasu bardzo mocno wkręcić się ze swoim mężem w planszówki – w sumie więc kupno gry jako prezentu dla niej było oczywiste. Nie miałam jednak zielonego pojęcia, w co lubią grać, dlaczego i co dokładnie znajduje się w ich kolekcji. Zamiast się wygłupiać i analizować na powiększeniu wszystkie ich zdjęcia, zdecydowałam się więc iść w stronę sentymentalną: przyjaciółka otrzymała planszówkę polską (acz z anglojęzyczną instrukcją, co było jednym z kryteriów), aby przypominała jej o Najlepszej Polskiej Współlokatorce Wszechczasów. Mnie uradowało wymyślenie tego prezentu, ona odczytała dobrze ideę za nim stojącą – jakość gry nie liczyła się w ogóle przy dobieraniu prezentu. (Choć gra dobra, przyznaję). I tak było dobrze.

[Disclaimer: zdjęcie ilustrujące pochodzi z Najfajniejszej Choinki Świata. Czuję się nią zainspirowana.]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s