O tym, że planszówki powinny ładnymi być

WP_20150927_12_15_11_Pro

Jak zapewne zauważyliście, zakończył się właśnie sezon, podczas którego mnóstwo planszówek znalazło nowy dom. Wielu z nas uczestniczyło w tym przedsięwzięciu: siedziało dniami i nocami, myśląc nad tym, jak najlepiej dobrać planszówkom pasujących do nich ludzi. Zastanawiało się, jaki mechaniki najbardziej pasują do ich rodzin i znajomych, z których gier będzie czerpane najwięcej przyjemności. Tak przynajmniej wszyscy twierdzimy wśród swoich planszówkowych znajomych.

Jest bowiem jeszcze jeden ważny aspekt planszówkowego doświadczenia – przynajmniej dla mnie, choć sądzę, że nie tylko – w innym wypadku wszyscy drukowalibyśmy swoje gry w domu i sklejali najtańszym klejem z papierniczego (choć chciałabym w tym miejscu zaznaczyć, że nic nie mam do najtańszego kleju z papierniczego; wciąż pozostaje jedynym, jaki kiedykolwiek kupiłam). Elementem tym jest oczywiście wygląd gier.

Nie każdy musi przywiązywać do niego podobną uwagę. Dość trafną analogią są tutaj dla mnie gry wideo: mam znajomych, dla których najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem jest wydawanie mnóstwa pieniędzy na ulepszanie swoich komputerów pod nowe gry. Teorię stojącą za ich opinią rozumiem, naprawdę. Nie przeszkodziło mi to jednak kupić konsoli, oznajmiając wątpiącym (a jest ich sporo wśród wyznawców szkoły „Tylko PC”), że ja naprawdę różnicy nie widzę. A jeśli nawet pokaże mi się ją w jakimś porównaniu na Kotaku czy innym Polygonie – nie obchodzi mnie zbytnio i w żaden sposób nie psuje doświadczenia gry.

WP_20151212_21_05_45_Pro

W przypadku planszówek stoję po drugiej stronie barykady. Dajcie mi porządnie wykonane elementy w sporych ilościach, najlepszą jakość kart, nie wzgardzę też pudełkiem, które ma minimalną szansę przetrwać przypadkowe przygniecenie. Jestem jednak w stanie zrozumieć osoby, dla których odkrycie w opakowaniu taniej kostki nie jest powodem do pokazywania przez dwa dni każdej przewijającej się przez mieszkanie osobie z komentarzem „Ej, co za oldschool, nie mogę uwierzyć, ostatni raz w chińczyku takie widziałam!”.

A tak serio: bardzo, bardzo lubię gdy, obok dawania rozrywki, gra po prostu dobrze wygląda na stole. Zwłaszcza, że ogólna tendencja w planszówkowej estetyce trafia w moje gusta. Tę charakterystyczna prostota elementów – drewnianych kostek, okręgów czy meepli w zdecydowanych kolorach – uważam za znacznie bardziej interesującą niż misternie wykonane figurki – część estetyki związanej z grami planszowymi, która po prostu do mnie przemawia. Na BoardGameGeek można obejrzeć zdjęcia różnych figurek do Lords of Waterdeep tworzonych przez ludzi w miejsce kostek symbolizujących zasoby/poszukiwaczy przygód; takie modyfikacje do mnie nie trafiają. Jasne, potrafię docenić fajne figurki jeśli takie w zestawie dostanę, mogę nawet dokonać próby malowania, żeby były jeszcze ładniejsze („próba” to tutaj słowo kluczowe, gdyż trzeba jeszcze wziąć po uwagę Lenistwo i Inne Czynniki: moje figurki do Battlestar Galactica po prawie dwóch latach od rozpoczęcia próby malowania wciąż pokrywa tylko czarny podkład). Ale trochę boli mnie jednak takie burzenie jednolitej estetyki gry – przywykłam już do myślenia, że największe detale zazwyczaj znaleźć można wydrukowane na planszy czy kartach. Wtedy właśnie proste drewniane/plastikowe/dwimerytowe elementy najlepiej komponują się z planszą, nie powstaje wrażenie kompletnego bałaganu.

Przykładowe figurki stosowane przez ludzi w LoW - stąd.

Przykładowe figurki stosowane przez ludzi w LoW – stąd.

Jeśli zdarzyło wam się zagrać w prototyp jakiejś gry – czy to przyniesionej przez tworzącego swój pierwszy tytuł znajomego czy też na konwencie – kojarzycie zapewne, jak prosto potrafią one wyglądać. Nic w sumie dziwnego: rolą prototypu jest wszak przetestowanie i dopracowanie mechaniki, a nie powalenie ludzi na kolana wyglądem gry. Prototyp może więc być poskładany z różnych dziwnych elementów i nawet wydrukowany na tej nieszczęsnej domowej drukarce – nikt się tym nie przejmie. Ale przyznacie, że jakby przyjemniej się gra w planszówkę w wersji końcowej, w której (docelowo) wygląd każdego znacznika jest przemyślany i zwiększa przyjemność płynącą z rozgrywki? Aspekt estetyczny – co zauważyłam niedawno ze zdziwieniem – z upływem czasu staje się dla mnie coraz ważniejszy przy podejmowaniu decyzji o zakupie. I chyba nie chcę tego procesu powstrzymywać.

A teraz żegnajcie: kotka głośno domaga się, abym powróciła do jedynej słusznej roli Trzymacza Ulubionego Kociego Sznurka. Do następnego razu!

WP_20160102_18_46_08_Pro

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s