Jak to instrukcje przeszkadzają w graniu

dontpanic

W tym miesiącu miałam w śmiałych planach wypróbowanie tego, jak działałyby nowe dni dodawania notek, jednak Zły Los, jak to Zły Los, zadrwił sobie ze mnie. W połowie stycznia kompletnie rozłożyła mnie choroba i naprawdę niewiele zdołałam w tym miesiącu osiągnąć. Niech to będzie nauczka, aby nigdy nie lekceważyć siły i determinacji Złego Losu. Nadszedł jednak nowy tydzień, ja odzyskałam siły umysłowe i życie nie jest już dłużej jednym dramatycznym pasmem cierpienia – czas więc nadrobić zaległości!

Chorobowe cierpienie, jak powszechnie wiadomo, nie sprzyja grywaniu. Nie można myśleć, trudno usiedzieć… Nielogiczną wydaje się tuż po wyjściu z tego stanu próba samodzielnego rozgryzania gry z gatunku bardziej skomplikowanych – ale tak właśnie zrobiłam. Razem ze znajomym podjęliśmy próbę bliższego zapoznania się z Terra Mystica, tym razem na spokojnie, w dwie osoby i z instrukcją w ręku. A że takie rzeczy inspirują do notek – dzisiaj będzie właśnie o instrukcjach.

Kilka dni temu przywitał mnie link do tekstu opisującego wrażenia ze Star Wars: Rebellion. Tekstu umieszczonego na Polygonie, czyli stronie zajmującej się głównie grami wideo, pobocznie geekowymi filmami oraz – jak właśnie odkryłam – od czasu do czasu wędrująca w stronę geekowych planszówek. Rzeczą, która sprawiła, że zainteresowałam się recenzją na tyle, aby kliknąć w link, była nie zawartość tekstu, ale jego tytuł: „Star Wars: Rebellion is a great board game nearly crippled by an awful manual”.

Zarzuty, które autor recenzji wysunął wobec Star Wars: Rebellion powinny brzmieć znajomo dla większości miłośników planszówek: instrukcja (a raczej instrukcje, bo to Ten Rodzaj Gry) robi wszystko, żeby przypadkiem nie ułatwić człowiekowi uczenia się gry. Po co przystępnie coś wyjaśniać jeśli można być kryptycznym i tajemniczym, a do tego jeszcze zaoszczędzić na redakcji (jak gracze kochają, to zinterpretują)? I po co – po co, pytam – myśleć nad wygodnym dla użytkownika układem instrukcji, skoro jej czytanie jest w sumie tak wielką przyjemnością, że powinniśmy jego czas przedłużyć poprzez zwielokrotnienie odnośników? Widzisz, drogi czytelniku: od razu przypomniało mi to próby zmagania się z kilkoma instrukcjami podążającymi drogą tego typu wytycznych.

Mam czasem wrażenie, że niektórzy twórcy/wydawcy zwyczajnie zapominają, że pierwszą i najważniejszą funkcją instrukcji jest przedstawienie w możliwie najprzystępniejszy sposób zasad gry. Z lektury człowiek wychodzi z wrażeniem, że po napisaniu i opracowaniu wszystkiego nikt nie pomyślał, że tekst warto by wraz z grą podrzucić do graczy casualowych, zostawić ich samych, a po kilku godzinach sprawdzić, czy instrukcji udało się przekazać wszystkie istotne informacje. Większość ludzi będzie przecież grała w zaciszu własnego domu, bez możliwości natychmiastowego zapytania kogoś z wydawnictwa, co właściwie projektant miał na myśli. A przerywanie rozgrywki w celu przeszukania BoardGameGeeka też raczej średnio przyjemne jest.

Żeby nie było, że tylko na Terra Mystica w tej notce narzekam: refleksja ta jest równie mocno inspirowana niedawnymi doświadczeniami z instrukcją do Studium w Szmaragdzie. Zwłaszcza zaś kartą z zombie: nie precyzuje ona jak w sumie się pierwszego zombie umieszcza, instrukcja też tego nie zdradza… Odpowiedź okazała się ostatecznie śmiesznie oczywista, ale odkryła ją dopiero nowa osoba przy którejś kolejnej rozgrywce – wszyscy mieliśmy aż takie zaćmienie umysłu. Które nie byłoby problemem, gdyby tłumaczenie gry było przygotowane z myślą o właśnie o graczach, którzy niekoniecznie wszystko od razu łapią. (Tak, tak, przyznaję się do tak strasznej rzeczy. Nie dbam za bardzo o wizerunek Zaawansowanej Planszówkowiczki). Instrukcji naprawdę nie powinno się robić z punktu widzenia gracza zaawansowanego.

A skoro już sobie narzekam na nieprzemyślane instrukcje, to pociągnę jeszcze drugi temat wspomniany w polygonowym tekście. I znów jako przykład użyta będzie nieszczęsna instrukcja do Terra Mystica – gdyż jestem po prostu złą osobą. Poza przedstawieniem zasad, drugą istotną cechą instrukcji do planszówki jest jej funkcja użytkowa. Nie jest to tekst, nad którym mamy się rozsmakowywać przy herbacie w długie zimowe wieczory. Zazwyczaj bierzemy go do ręki w bardzo konkretnym celu: poznania zasad, przypomnienia ich sobie czy też wyjaśnienia wątpliwości. Większych problemów ze znalezieniem potrzebnych informacji nie ma w przypadku gier prostych – ale mogą się one pojawić przy grach z bardziej skomplikowanymi zasadami. W swoich dziejach, jeszcze przed nastaniem ery crtl+f, ludzkość wymyśliła dwa rozwiązania dla tego typu kłopotów. Mianowicie: indeks i spis treści. Obydwu próżno szukać w naszym przykładzie.

Terra Mystica nie stosuje zresztą żadnej z fajnych ułatwiających życie sztuczek charakterystycznych już dla instrukcji do gier planszowych. Jeśli grasz w dany tytuł okazyjnie lub dopiero się go uczysz, chciałbyś mieć na wyciągnięcie ręki kilka podstawowych informacji: cel gry/sposób liczenia punktów oraz krótko przedstawiony przebieg gry. Tymczasem cóż mamy tutaj? Informacje o celu gry? Ukryte na siódmej stronie instrukcji. Liczenie punktów? Strona szesnasta z dwudziestu. Przebieg rozgrywki? Od strony ósmej do piętnastej. A przecież zwyczajowo tego typu rzeczy lądują w skróconej formie na ostatniej stronie, co ma ogromną zaletę: podstawowe informacje są zebrane w jednym, łatwo dostępnym miejscu. Jeśli o tym zapominamy, a w samym tekście instrukcji stosujemy masę odnośników, nieoczywistą nomenklaturę – powstaje lekki chaos. Dobrej gry chaos ten oczywiście nie popsuje, ale mniej zdeterminowanych ludzi jest w stanie skutecznie zniechęcić.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Jak to instrukcje przeszkadzają w graniu

  1. Pamiętam, jak pierwszy raz miałyśmy brać udział w grze w BSG — i to była dla wszystkich pierwsza rozgrywka ever, więc jedna z obecnych osób spędziła bitą godzinę przegryzając się przez anglojęzyczną instrukcję.

    Przegryzła się przez nią tak idealnie, że do gry weszły wszystkie karty cylonów i większość graczy była cylonami, co przysporzyło nam trochę konfuzji w dalszej fazie gry…

    Polubienie

  2. Pingback: I want to believe (also, I really want some cows) | Kropka na planszy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s