I want to believe (also, I really want some cows)

DSCN1664

Zdarzyła się rzecz taka: przyjechały do mnie na kilka dni przyjaciółki nieplanszówkowe. Niekoniecznie „nieplanszówkowe” w znaczeniu „prowadzimy wendetę przeciwko kostkom i meeplom”, lecz raczej w znaczeniu „od pół roku leży u nas na półce Small World i jakoś nigdy nie udało nam się zagrać”. Wizyta ta okazała się jednak sukcesem, dwa światy nie implodowały przy bezpośrednim spotkaniu, a ja dowiedziałam się ciekawej rzeczy: dziewczyny są znacznie lepsze ode mnie w rozgryzaniu zasad pewnego konkretnego typu gier.

Ponieważ znane zasady życia w społeczeństwie głoszą, że nie jest w dobrym tonie pojawienie się w gościach z pustymi rękoma, dziewczyny postanowiły zająć rzeczone ręce kilkoma rzeczami. W tym – jak już się spodziewacie, skoro wizyta ta zaowocowała pomysłem na notkę na moim blogu planszówkowym – grę planszową, przyniesioną z ogromnym entuzjazmem i jakimś takim błyskiem triumfu w oczach. Po chwili zrobiło się jasne, skąd ten triumf: w prezencie otrzymałam grę, o zbliżeniu się do której samodzielnie bym nawet nie pomyślała – UFO Farmera.

DSCN1663

Kilka zdjęć ilustrujących dzisiejszy wpis nie jest zrobionych przeze mnie ani wyszukanych w szeroko pojętym internecie – ich autorką jest jedna ze współgraczek.

Jestem pewna, że kiedyś już wspominałam o moim dosyć żałosnym stanie wiedzy dotyczącym tytułów przeznaczonych dla dzieci. Brak Młodego Pokolenia w najbliższym otoczeniu w oczywisty sposób przekłada się na niewielkie zainteresowanie tematem – lubię co prawda czasem poczytać blogi planszówkowe ukierunkowane właśnie na rodziny z dziećmi, ale traktuję to jako interesującą opowieść o kompletnie alternatywnym wszechświecie, a nie sposób na usystematyzowanie wiedzy. Zapytana o planszówki dla dzieci, potrafię rzucić kilkoma tytułami, ale żeby samej temat zgłębiać? Nie, nie odczuwam potrzeby.

Ale że partyjkę w prezent wypada rozegrać, potulnie zasiadłam do stołu i z jedną z dziewczyn zaczęłyśmy zgłębiać instrukcję. I wiecie co? Osoba kompletnie nieplanszówkowa okazała się być w tym znacznie lepsza ode mnie. Zbyt dużo skomplikowanych zasad zasługujących na indeksy (o czym ostatnio nawet pisałam, ha!) zmusza do specyficznego sposobu myślenia. Poszukiwania kurczków i projektanckich podstępów. Odwoływania się do zbiorowej mądrości BoardGameGeeka w najbardziej beznadziejnych przypadkach.

A w przypadku UFO Farmera wystarczyło po prostu uświadomić sobie, że to naprawdę jest gra przede wszystkim dla dzieci.

Warstwę tematyczną gra ma przeuroczą: jesteśmy kosmitami wysyłającymi na ziemię statki kosmiczne, aby porywały z pól zwierzęta. Chcemy oczywiście porwać jak najwięcej zwierząt, jednak w zadaniu tym współzawodniczymy z innymi – i całą sprawę utrudnia fakt, że korzystamy z identycznych statków kosmicznych (piekło niech pochłonie te alien government-issued spaceships!). Wszystko opiera się więc na najzwyklejszym w świecie połączeniu set collection z mechaniką memory. A ja automatycznie próbowałam w tym znaleźć haczyk. (Spoiler alert: nie było nawet sugestii haczyka). (Tak naprawdę to przyczyną tego mogła być również dość późna pora – ale o tym sza, mówię wam to w tajemnicy. Znacznie fajniej opowiada się o własnych niedociągnięciach niż o czynnikach zewnętrznych).

Bonusowo: naprawdę skonfudowana Kropka nad instrukcją. Niektórzy moje cierpienie uznali za zabawne.

Bonusowo: naprawdę skonfudowana Kropka z Rozwianym Włosem nad instrukcją. Z przykrością stwierdzam, że niektórzy moje cierpienie uznali za zabawne.

Podsumowując: naprawdę, naprawdę nie jestem docelowym odbiorcą tego typu gier, nie znam się na nich i mam przy uczeniu się ich złe odruchy. A jednak! Świetnie się bawiłam. Gra jest nieskomplikowana i zabawna, miło się przy niej rozmawia i oskarża nawzajem o bycie zdradzieckimi złodziejami krów i owiec. W rozgrywce może brać udział od 2 do 4 osób – tytułem na większe imprezy UFO Farmer więc raczej nie będzie, ale mam wrażenie, że zacznę go chętnie wyciągać po prostu przy okazji spotkań.

A może i naprawdę wypróbuję więcej tytułów dziecięcych? Kto wie. Kto wie.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “I want to believe (also, I really want some cows)

  1. Ja nadal, nadal, nadal jestem absolutnie niepocieszona (zwłaszcza gdy wspomnę na me szczenięce lata z Superfarmerem spędzone), że to nie jest gra w hodowanie UFO. 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s